facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
  1. Ejji
    - Potomek Pudziana
  2. AIDS
    - Najdziwniejsza Magia
  3. King Asthor (Puszek)
    - Najciekawsza Magia
  4. Torashiro
    - Najbardziej Omnipotencjalna Magia
  5. Narisa
    - Najlepszy support
  6. Vit Ferlicz
    - Najlepszy tank
  7. Torashiro
    - Najlepszy caster
  8. Ejji i Will; Cassandra i Kei; Never i Grey
    - Najciekawsza relacja
  9. Kannibal (Melody); Internet Explorer (Sora)
    - Najciekawsze Sacred Relict
  10. Torashiro
    - Najlepszy MG
  11. Ryukehoshi
    - Mister Forum
  12. Mor
    - Miss Forum
  13. King Asthor (Puszek)
    - Powieściopisarz
  14. Strzała, Atatai, Weronika, Eustachy Motyka, Deme, Rin, Friederica
    - Najfajniejszy NPC
  15. Arata Tsuchimikado
    - Znienawidzony NPC
  16. Ejji
    - Najfajniejsza Postać Męska
  17. Cassandra, Corinne, Mor
    - Najfajniejsza Postać Żeńska
  18. Pyza
    - Wilk w Owczej Skórze
  19. Mor
    - Najbardziej wpływowa postać
  20. Finny
    - Najbardziej odpowiedzialna postać
  21. Ryukehoshi
    - Forumowy Wygryw
  22. King Asthor (Puszek), Ezra al Sorna
    - Forumowy Przegryw
  23. Ejji
    - Niszczyciel Czerepów
  24. Pyza
    - Najoryginalniejsza Postać
  25. Jo
    - Najlepszy Summoner
  26. Frederica, Samael, Mor
    - Posiadacz najsilniejszych przyjaciół
The problem with power is that people pay attention to it, and it's very easy to get beside yourself and use it in the wrong way.
FAIRY TAIL PATH MAGICIAN
Ekialdea (Zorana & Craig)




 

Share | 
 

 Ekialdea (Zorana & Craig)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sro Sie 19, 2015 12:04 am

- A teraz, na zakończenie... Gwóźdź programu oraz największa artystka wieczoru... Gwiazdka z Belardii!
Kiedy prowadzący mnie wywołał, z gracją wyszłam zza kurtyny i uśmiechem odpowiedziałam na gromkie owacje. Skłoniłam się elegancko i usiadłam na przygotowanej dla mnie pufie. Brzdąknęłam kilka razy na lutni, dostrajając ją nieco i zaczęłam od swojego pierwszego utworu. Tego, od którego wziął się mój przydomek.
O, najjaśniejsza z jasnych gwiazd,
prowadź nas w białą dal.
Wyciągnij nas spod kołdry mgieł
w rześki dzień, złoty jak dźwięk.

Widownia zamilkła momentalnie. Wsłuchała się w moje słowa i melodię, chłonąc je i starając się nie uronić ani jednego dźwięku. Wiedziałam, że wszystkie oczy i uszy w sali były skupione na mnie. Wyłącznie na mnie. To było obezwładniające uczucie. Czułam się uwielbiana. Czułam, że każde moje nawet najlżejsze dotknięcie opuszkami palców struny wprawia w drżenie nie tylko ją, ale także serca zebranych. Czułam, jakbym miała władzę nad ich umysłami i uczuciami, jakbym mogła na nie wpływać, manipulować nimi. I tak było. Uśmiechałam się do siebie, nie przestając śpiewać. Lubiłam grywać koncerty. Pozwalało mi to zapomnieć o upokorzeniach i nieprzyjemnościach, jakich doświadczałam w ostatnim roku swojej nauki na Uniwersytecie Ekialdejskim. To nie tak, że sobie nie radziłam. Miałam świetne wyniki. Ale wszyscy zazdrościli mi mojej sławy. I tego, że zdołałam osiągnąć sukces w tak młodym wieku, jeszcze przed zdobyciem doświadczenia. Widziałam to, tę chorobliwą zazdrość, nie tylko w ich oczach, ale również w ich aurach. Nie mogli mnie oszukać.
Jak zwykle mój występ zakończył się aplauzem na stojąco. Wypiłam przy barze kielonek nalewki z porzeczek i wzięłam od karczmarza moje rzeczy i zapłatę. Lutnię i miecze umieściłam na krzyż na plecach i sprawdziłam, czy wszystkie paski dobrze trzymają. Resztę miałam przypasaną do biodra, łącznie z mieszkiem wypchanym monetami i zakrytą płaszczem. Gdy wyszłam z karczmy była już głęboka noc. Księżyc wisiał wysoko na niebie, a chłodne powietrze pełzało mi po skórze. Mój oddech zamienił się w białą mgiełkę. Spojrzałam w górę i uśmiechnęłam się. Była pełnia. To dlatego czułam się tak pełna sił.
Szparkim krokiem ruszyłam przez puste, ciemne uliczki. Mogłam sobie przyświecić prostym zaklęciem, ale mrok działał na mnie wyjątkowo kojąco. Pogrążona w świecie fantazji nie zorientowałam się, że oprócz moich kroków w zaułku rozległ się odgłos jeszcze paru innych obcasów stukających o bruk, dopóki moim oczom nie ukazało się kilka zakapturzonych postaci, gdy wreszcie wróciłam do rzeczywistości. Zatrzymałam się, zaskoczona, a oni mnie otoczyli. Pięciu. Phi, co to było dla mnie. Nie bałam się ani trochę. Hardo spojrzałam w oczy temu naprzeciwko mnie.
- Prosimy twoją sakiewkę - rzucił z parszywym uśmieszkiem.
- Nie ma mowy - prychnęłam w odpowiedzi i uniosłam dumnie podbródek. Rzezimieszek westchnął.
- Mam na myśli, bardzo ładnie prosimy - wysyczał, wciąż się uśmiechając, jednak tym razem odsłonił niby od niechcenia poły swojego płaszcza, a ja dostrzegłam kilka noży zatkniętych za pas.
- Mam na myśli, absolutnie nie ma mowy - uśmiechnęłam się równie paskudnie co on. Całe życie uczyłam się machać tymi cholernymi mieczami, taki gnój z jakimś małym nożykiem nie będzie mi podskakiwał.
Na drugim końcu alejki dostrzegłam jakąś postać. Z pewnością facet, sądząc po kroku. Wysoki, muskularny. I chyba... Chyba coś jadł... Otaczała go złowroga aura. Znacznie bardziej złowroga, niż pozostałych.
- Jeśli nie chcesz po dobroci... - warknął i sięgnął do pasa, a ja powoli dobyłam moich mieczy. Zabawimy się. A dawno nie miałam okazji kogoś sprać na kwaśne jabłko. Klingi wysunęły się z cichym sykiem. Ach, ten szczęk stali sprawiał, że drżałam. Nie dałam ani sekundy temu za mną. Obróciłam się na pięcie i chlasnęłam go jednym ostrzem przez pierś, a drugie podążało za pierwszym, jednak było znacznie wyżej. Kiedy przecięłam jego policzek i nos, krew bryznęła w moim kierunku. Będzie miał paskudną bliznę. Nie chciałam go jednak zabijać. Albo raczej... Jeszcze nie byłam co do tego zdecydowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sro Sie 19, 2015 12:10 am

Rozdział z Yugi
Ukalaka Smak Afryki

Craig wracał właśnie z zakupów. Że też akurat teraz skończył się zapas chrupek ryżowych. Chrupki to sens życia, chrupki to miłość, chrupki to wszystko.
Był piękny wieczór. Księżyc w pełni oświetlał całe miasteczko. Ludzie jeszcze nie wracali do domów, wielu z nich spędzało czas w karczmie, na rozmowach i spacerach. Co za spokojne społeczeństwo. Zupełnie jak swego czasu Falmouth. Jedyną różnicą była atmosfera tego miejsca. W stołecznym mieście Kaldan wszyscy żyli w pewnym strachu przed Magami. Tutaj to uczucie nie istniało.
Craig mijał właśnie uliczkę z której dobiegały odgłosy cichej rozmowy. Chwilę później jednak, z owej uliczki wyleciał nóż, który trafił prosto w trzymaną przez chłopaka nowo kupioną paczkę chrupek ryżowych. Cała zawartość opakowania rozsypała się po ulicy. Gniew jaki ogarnął Craiga, nie rozgorzał w nim już od bardzo dawna. Ostrożnie odstawiając reklamówkę pełną ryżowych chrupek, ruszył prosto w ciemną alejkę, z której nadleciał nóż. Morderca chrupek pożałuje, że się urodził.
Chwilę później Craig zrozumiał, co właściwie miało tutaj miejsce. Pięciu typów napastowało biedną dziewczynę, która wyglądała na dość kruchą. Być może było to spowodowane tym, że przy chłopaku każda szczupła kobieta wyglądała krucho, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Zaciskając dłoń w pięść, chłopak wycelował i uderzył w twarz pierwszego zbira z brzegu.
-To za chrupki, śmieciu-
Craig miał wrażenie, że głowa bandyty obróciła się o 360 stopni, zanim poleciał kilka metrów dalej, uderzając o ścianę budynku. O tak, złość napędzała Craiga bardziej niż wszystko inne. Drugi przestępca nie zdążył zareagować, a poleciał prosto w stronę swojego nieprzytomnego kolegi.
-A to za napastowanie kobiet po ciemnych uliczkach, kanalio-
Wybawca rozprostował rękę. Chyba trochę przesadził, bo z knykci powoli sączyła się krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sro Sie 19, 2015 10:18 pm

Jak przewidziałam, dziabnięty mieczem osunął się na ziemię drąc się wniebogłosy. Uśmiechnęłam się. W zasadzie nie lubiłam krzywdzić innych. Chyba że oni chcieli skrzywdzić mnie. I do tego byli takimi pajacami. Wtedy to tak, lubiłam pokazywać kto rządzi, kto jest lepszy, kto ma rację. Zaraz potem uderzyłam głowicą w brzuch stojącego obok, nawet nie zdążył mrugnąć, a co dopiero zorientować się, co się dzieje. Następnie odwróciłam się, by dać nauczkę ostatniemu, ale nikogo za mną nie było. No, nikogo, kogo trzeba by było sprać. Dwóch kolesi leżało, w tym jeden jęczał, koło nich stał jakiś niebieskowłosy typek o imponującej posturze. Tymczasem piąty i ostatni z opryszków wesoło wziął nogi za pas i dostrzegłam tylko jego łysinę znikającą za zakrętem.
Schowałam miecze i przywołałam na twarz delikatny, przyjazny uśmiech. W zasadzie nie potrzebowałam pomocy, ale wypadało okazać wdzięczność. Z resztą... To było ujmujące, że tak ruszył na pomoc damie w potrzebie. I na swój sposób słodkie. 
- Dziękuję - powiedziałam wciąż się uśmiechając i wyciągnęłam w jego kierunku moją otwartą dłoń. - Jestem Zorana. 
Kiedy podał mi rękę, zauważyłam, że ma obtarte, krwawiące knykcie.
- Och - rzekłam i nie pozwalając mu jej zabrać, przyjrzałam się bliżej.
- Widzę, że trochę cię poniosło - uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy. Skupiłam się, a moje dłonie obejmujące jego rękę zalśniły bladym srebrzystym blaskiem - miałam nadzieję, że ukoję denerwujące pieczenie, które towarzyszyło takim ranom.
- Tylko tyle mogę na to niestety poradzić - dodałam, puszczając go już.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Czw Sie 20, 2015 11:25 pm

Nie było potrzeby, by zajmować się pozostało trójką. Dziewczyna, której starał się pomóc, przy okazji mszcząc się za chrupki, poradziła sobie z dwoma, przy czym ostatni nie był już taki odważny. Z krzykiem pobiegł, zapewne szukając kiecki mamusi, w którą mógłby się wypłakać.
Craig, widząc, że nie ma już z kim walczyć, powoli ochłonął. A widząc uśmiechającą się kobietę, podążającą w jego stronę, głupkowaty, zakłopotany uśmiech sam pojawił się na twarzy.
Biorąc odwet za swoje chrupki, ratując także kobietę z opresji, nie wziął pod uwagę tego, że przyjdzie mu się mierzyć z jeszcze większym przeciwnikiem. Swobodna rozmowa z płcią piękną nie była już tak łatwa, jak walka z opryszkami. Craig westchnął krótko i zaufał sobie. Nie ważne co powie, był w końcu wybawicielem, chociaż chłopak był pewien, że i piątka nie stanowiła dla dziewczyny problemu.
-Dziękuję- powiedziała dziewczyna, wciąż się uśmiechając i wyciągnęła w kierunku Craiga rękę -Jestem Zorana-.
Chłopak, długo się nie zastanawiając, uścisnął rękę nowo poznanej dziewczyny. Skóra Zorany wydawała się Craigowi bardzo delikatna, aż dziw, że tak dobrze radziła sobie z mieczem.
-Nie ma o czym mówić- Niebieskowłosy wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu -Craig Hausser-
Chłopak potrząsnął ręką dziewczyny, po czym chciał ją puścić, Zorana jednak na to nie pozwoliła.
-Och- rzekła, po czym przyjrzała się bliżej. -Widzę, że trochę cię poniosło- uśmiechnęła się patrząc Craigowi w oczy.
-Wybacz, nie zawsze umiem się powstrzymać. Szczególnie kiedy chodzi o ch... chan...- Chłopak już chciał powiedzieć chrupki, powstrzymał się jednak w porę, a słowo zastąpił... zmyślonym ciągiem liter -Co po staropergrandzku oznacza kobietę w opałach- Craig westchnął w duchu. Dopiero byłby w opałach, gdyby się przyznał, że tak naprawdę chodziło o ryżowe przysmaki. -Chociaż chyba poradziłabyś sobie beze mnie-. Chłopak zamilkł na dobre, gdy zobaczył, kim tak naprawdę jest Zorana. Poczekał, aż dziewczyna skończy.
-Tylko tyle mogę na to niestety poradzić- powiedziała Zorana, po czym puściła rękę niebieskowłosego.
-Jesteś magiem- odpowiedział zdziwiony Craig. To pierwszy raz od pięciu lat, gdy na jakiegoś trafił. Wcześniej nie były to miłe spotkania. Z każdym z nich musiał walczyć. Walczyć o wolność. Walczyć o życie.
Każdy ze spotkanych magów miał za zadanie go unicestwić. Od dnia, kiedy wchłonął energię lacrymy, stał się wrogiem numer jeden Akademii Magii w Falmouth. Wysłali już wielu, żeby go zgładzić...
Craig szybko cofnął się od dziewczyny...
-Ty też przybyłaś tutaj tylko po to, żeby mnie unicestwić i zabrać Magię z powrotem do Akademii?-
Chłopak zwiesił głowę. Nie chciał robić krzywdy osobie, którą dopiero co uratował. A przynajmniej pomógł jej w walce. Męczyło go już to życie. Chciał w końcu przestać uciekać, chciał przestać się ukrywać. Nie ważne ile razy to robił, zawsze go znajdywali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Pią Sie 21, 2015 1:52 pm

"Wybacz, nie zawsze umiem się powstrzymać. Szczególnie kiedy chodzi o ch... chan... Co po staropergrandzku oznacza kobietę w opałach". Zaśmiałam się cicho, słysząc wytłumaczenie mężczyzny. Chan ma takie znaczenie? Wolne żarty! Może się aż tak nie znałam, ale jednak należałam do tych co bardziej oczytanych osób. Wątpiłam nawet, żeby to było pergrandzkie słowo. Uśmiechnęłam się trochę pobłażliwie, dając chłopakowi znać, że go przejrzałam. 
"Chociaż chyba poradziłabyś sobie beze mnie" - Dalej się uśmiechając pokiwałam powoli głową, co miało być potwierdzeniem słów Craiga. Obstawiałam, że poradziłabym sobie nawet z większą ilością. O ile oczywiście byliby tylko zwyczajnymi zbójami. 
"Jesteś magiem" - usłyszałam i skrzywiłam się nieznacznie. 
- Nie tak się dziękuje - odparłam poprawiając fryzurę. No, doprawdy. Może i nie byłam medykiem, ale zasłużyłam sobie na wdzięczność! Co za impertynencja. 
Byłam szczerze zaskoczona, kiedy mój 'wybawiciel' nagle odskoczył jak oparzony. Zamrugałam kilka razy, a na mojej twarzy zagościł wyraz totalnego niezrozumienia. Nie podziękował, a teraz miał czelność zachowywać się jak dziwak. Musiałam przyznać, że nie lubiłam, kiedy ktoś się tak zachowywał w stosunku do mnie. Od zawsze byłam raczej lubiana... Plus, przez mój talent magiczny samoistnie wzbudzałam zaufanie i sympatię. A ten tutaj... Skoro tak reagował, coś musiało być na rzeczy.
"Ty też przybyłaś tutaj tylko po to, żeby mnie unicestwić i zabrać Magię z powrotem do Akademii?". Ach, więc o to chodziło. Craiga ścigali magowie z jakiejś ich szkoły. Westchnęłam i posłałam mu uspokajający uśmiech.
- A czy ja wyglądam na groźną? - Zapytałam unosząc jedną brew. - Ja rozumiem, że masz traumatyczne przeżycia z magami, ale może nie bądź taki przewrażliwiony. Nie wszyscy magowie są twoimi wrogami - odpowiedziałam i powolnym krokiem zmniejszyłam dystans. 
- Po pierwsze, nigdy nie byłam w żadnej akademii, jestem samoukiem. Po drugie, raczej nie powiedziałabym o sobie "mag". Owszem, mam talent magiczny, ale się z niego nie utrzymuję. Jest tylko... Dodatkiem. Z zawodu jestem minstrelem. A po trzecie, gdybym chciała cię unicestwić, to bym raczej w tym momencie z tobą nie rozmawiała.
Oparłam rękę na biodrze, obserwując jego reakcję. Kto wie, może był groźny? Niezbyt chciałam być zaatakowana przez kogoś takiego. Na pierwszy rzut oka mogłam powiedzieć, że Craig nie był zwykłym zbirem, z którym rozprawiłabym się w sekundę. Z resztą ta aura... Mroczna i dzika. Z pewnością nie był nikim zwykłym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Sie 22, 2015 8:47 pm

-Wybacz, nie zawsze umiem się powstrzymać. Szczególnie kiedy chodzi o ch... chan...- Chłopak już chciał powiedzieć chrupki, powstrzymał się jednak w porę, a słowo zastąpił... zmyślonym ciągiem liter -Co po staropergrandzku oznacza kobietę w opałach- Craig westchnął w duchu. Dopiero byłby w opałach, gdyby się przyznał, że tak naprawdę chodziło o ryżowe przysmaki. Dziewczyna jednak wydawała si przejrzeć Niebieskowłosego. Zaśmiała się cicho, po czym spojrzała na niego pobłażliwym spojrzeniem. Craig uśmiechnął się zakłopotany i podrapał po głowie. Wypadałoby rzucić teraz jakimś komplementem. -Chociaż chyba poradziłabyś sobie beze mnie-. Czarnowłosa piękność pokiwała głową nieprzestając się uśmiechać. Craig nie wątpił. Z pewnością dała by radę. A to nasunęło kilka myśli. Chłopak zamilkł na dobre, gdy zobaczył, kim tak naprawdę jest Zorana. Poczekał, aż dziewczyna skończy.
-Tylko tyle mogę na to niestety poradzić- powiedziała Zorana, po czym puściła rękę niebieskowłosego.
-Jesteś magiem- odpowiedział zdziwiony Craig. Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie. To pierwszy raz od pięciu lat, gdy na jakiegoś trafił. Wcześniej nie były to miłe spotkania. Z każdym z nich musiał walczyć. Walczyć o wolność. Walczyć o życie.
Każdy ze spotkanych magów miał za zadanie go unicestwić. Od dnia, kiedy wchłonął energię lacrymy, stał się wrogiem numer jeden Akademii Magii w Falmouth. Wysłali już wielu, żeby go zgładzić...
-Nie tak się dziękuje- powiedziała Zorana, poprawiając fryzurę. Wyglądała na trochę zbulwersowaną zachowaniem Craiga.
Mężczyzna szybko cofnął się od dziewczyny, która była szczerze zaskoczona tą sytuacją. Zamrugała kilka razy a na jej twarz wypłynął wyraz całkowitego niezrozumienia.
-Ty też przybyłaś tutaj tylko po to, żeby mnie unicestwić i zabrać Magię z powrotem do Akademii?-
Chłopak zwiesił głowę. Nie chciał robić krzywdy osobie, którą dopiero co uratował. A przynajmniej pomógł jej w walce. Męczyło go już to życie. Chciał w końcu przestać uciekać, chciał przestać się ukrywać. Nie ważne ile razy to robił, zawsze go znajdywali.
Gdy Zorana westchnęła, Craig podniósł wzrok na dziewczynę. Ta posłała mu uspokajający uśmiech. Nie wydawało się, by miała zamiar atakować Niebieskowłosego. Miał szczerą nadzieję, że to nie pułapka.
-A czy ja wyglądam na groźną?- zapytała unosząc jedną brew. -Ja rozumiem, że masz traumatyczne przeżycia z magami, ale może nie bądź taki przewrażliwiony. Nie wszyscy magowie są twoimi wrogami- odpowiedziała i powolnym krokiem zmniejszyła dystans.
-Po pierwsze, nigdy nie byłam w żadnej akademii, jestem samoukiem. Po drugie, raczej nie powiedziałabym o sobie "mag". Owszem, mam talent magiczny, ale się z niego nie utrzymuję. Jest tylko... Dodatkiem. Z zawodu jestem minstrelem. A po trzecie, gdybym chciała cię unicestwić, to bym raczej w tym momencie z tobą nie rozmawiała.-
Zorana oparła rękę na biodrze, obserwując reakcje chłopaka.
Craig lekko się skrzywił.
-Nie wiesz przez co musiałem przejść... Nie było już ataku od tak dawna. Dotychczas każdy... "mag" próbował mnie zabić- Niebieskowłosy pokręcił głową -To wszystko jest takie skomplikowane. Nie wybrałem sobie takiego życia-
Mówiąc to, Craig podniósł rękę do góry, tak, by Zorana widziała całe jego przedramię i podciągnął rękaw. Po chwili wokół ręki zaczęła zbierać się ciemna energia, która w chwili zniknęła, pozostawiając po sobie pewien ślad. Mianowicie rękę chłopaka pokrywała nie skóra, a czarna, ostra łuska. Paznokcie zmieniły się w długie, ostre pazury, zaś całość spowijał prawie niewidzialny ciemnofioletowy płomień. Wyglądało to jednak bardziej jak ciemnofioletowa aura. Po minucie, jak za pstryknięciem palca, wszystko to zniknęło. Craig opuścił dłoń, był ciekawy reakcji dziewczyny...
-To długa historia- uśmiechnął się lekko. Miał nadzieję, że Zorana nie ucieknie... Ludzie, którzy to widzieli, albo brali nogi zapas, albo łapali za widły i kamienie. Nie było mu łatwo osiąść gdziekolwiek, zwłaszcza, kiedy był nieustannie ścigany.
-Nie wiem co masz zamiar robić, ale tkwienie tutaj nie jest dobrym pomysłem...-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Sie 22, 2015 9:31 pm

"Nie wiesz przez co musiałem przejść... Nie było już ataku od tak dawna. Dotychczas każdy... "mag" próbował mnie zabić. To wszystko jest takie skomplikowane. Nie wybrałem sobie takiego życia." - kiedy chłopak to powiedział, pokiwałam powoli głową, nie spuszczając z niego wzroku. Chyba wszystkie elementy zaczynały się składać w całość. Właściwie cała ta sprawa mnie zaintrygowała. Kiedy Craig podciągnął rękaw odsłaniając przy tym swoje przedramię, a ono po chwili pokryło się łuskami, moje brwi podjechały wysoko do góry. Och. Nieźle musiał przeskrobać. I jeszcze ta ciemna aura... Naprawdę robiło się interesująco. Gwizdnęłam, okazując moje zaskoczenie zmieszane niejako z pewnego rodzaju podziwem, czy też zaciekawieniem. 
- To jakaś klątwa? - odpaliłam, zanim zdołałam się powstrzymać. Mimo że dzięki swojej magii potrafiłam odczytać aurę, co do tej nie byłam pewna. Nie wyglądało to na wrodzony talent magiczny, ale też nie do końca jak typowy urok. 
"To długa historia. Nie wiem co masz zamiar robić, ale tkwienie tutaj nie jest dobrym pomysłem..." Miał rację. Ale wpadł mi do głowy pewien pomysł. Nie mogłam mu dać tak po prostu uciec. Byłam zbyt ciekawa jego historii! A nuż da się napisać jakąś wzruszającą balladę nią zainspirowaną...? Tak czy siak, uwielbiałam opowieści i nie zamierzałam przegapić takiej okazji!

- Z pewnością będzie krótsza przy kuflu lub dwóch - uśmiechnęłam się do niego i beztrosko pociągnęłam go za przedramię. Chciałam go zaprowadzić do mojej ulubionej karczmy. Wzięłam go pod rękę, aby mi przypadkiem nie uciekł. Poprowadziłam go ciemnymi uliczkami do lokalu o obdrapanym szyldzie, na którym widział wizerunek drzewa, z którego dyndało ciało na sznurze konopnym. Weszliśmy do gospody o niezbyt zachęcającej nazwie "Wisielec na jabłoni", jednak w środku było przytulnie i ciepło. I głośno. Nawet bardzo. Uwielbiałam tu przychodzić ze względu na panujący klimat. Goście byli skłonni do picia na umór, głośnych śpiewów i krwawych burd, ale także do tańców i szczodrych napiwków, dlatego zdarzało mi się tutaj przygrywać. Właściciel mnie znał i lubił, zawsze miał dla mnie jakąś specjalną ofertę. A za aroniówkę z miodem i kardamonem jego żony można było zabijać. 
- Najlepszej nalewki dla bohaterów! - rzuciłam od razu w kierunku karczmarza, który pozdrowił mnie uśmiechem, a ja usiadłszy na wysokim stołku barowym tuż przy ladzie, gestem dłoni zaprosiłam Craiga do zajęcia miejsca obok. 
- To jak będzie? - wyszczerzyłam się do niego. Oczywiście chodziło mi o to, by zdradził mi co nieco na swój temat. Nie miałabym również nic przeciwko temu, by podzielić się czymś o sobie, ale moje życie nie było specjalnie ciekawe, przynajmniej dotychczas. Ot, historia jak każda inna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Sie 22, 2015 10:38 pm

-Nie wiesz przez co musiałem przejść... Nie było już ataku od tak dawna. Dotychczas każdy... "mag" próbował mnie zabić- Niebieskowłosy pokręcił głową -To wszystko jest takie skomplikowane. Nie wybrałem sobie takiego życia- powiedział Niebieskowłosy. Dziewczyna pokiwała głową, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Zdawała się rozumieć całą sytuację.
Craig podniósł rękę do góry, tak, by Zorana widziała całe jego przedramię i podciągnął rękaw. Po chwili wokół ręki zaczęła zbierać się ciemna energia, która w chwili zniknęła, pozostawiając po sobie pewien ślad. Mianowicie rękę chłopaka pokrywała nie skóra, a czarna, ostra łuska. Paznokcie zmieniły się w długie, ostre pazury, zaś całość spowijał prawie niewidzialny ciemnofioletowy płomień. Wyglądało to jednak bardziej jak ciemnofioletowa aura. Po minucie, jak za pstryknięciem palca, wszystko to zniknęło. Craig opuścił dłoń, był ciekawy reakcji dziewczyny...
-To jakaś klątwa?- odpaliła Czarnowłosa, zanim zdołała się powstrzymać.
-Niezupełnie- Craig lekko się zmieszał
-To długa historia- uśmiechnął się lekko. Miał nadzieję, że Zorana nie ucieknie... Ludzie, którzy to widzieli, albo brali nogi zapas, albo łapali za widły i kamienie. Nie było mu łatwo osiąść gdziekolwiek, zwłaszcza, kiedy był nieustannie ścigany.
-Nie wiem co masz zamiar robić, ale tkwienie tutaj nie jest dobrym pomysłem...- mruknął Craig.
-Z pewnością będzie krótsza przy kuflu lub dwóch- dziewczyna z pewnością nie miała zamiaru uciekać. Wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się beztrosko i pociągnęła chłopaka za przedramię. Po chwili wzięła go pod rękę, a Craig wyszczerzył się od ucha do ucha. Czyżby w końcu znalazł się ktoś, w dodatku z magicznym talentem, komu mógłby się zwierzyć?
Szli ciemnymi uliczkami, czasami się śmiejąc, czasami rozmawiając, a czasami po prostu milcząc. Nie było między nimi jakiegoś skrępowania, a nawet jeśli by jakieś się pojawiło, za chwile zniknęłoby, a zasługą byłby podchmielony stan obojga.
Zorana skierowała Craiga do małej karczmy, pod jakże urodziwą nazwą "Wisielec na jabłoni". W środku było przytulnie, ciepło i przede wszystkim głośno. Miła atmosfera panująca w tym miejscu pozwalała czuć się nad wyraz swobodnie. Gdy weszli do środka, nikt nie spojrzał na nich spod łba, obdarzając ich krzywym wzrokiem. Nie, wszyscy zdawali się bawić nad wyraz dobrze.
-Najlepszej nalewki dla bohaterów!- krzyknęła Czarnowłosa w kierunku karczmarza, który zdawał się ją znać, gdyż pozdrowił ją serdecznym uśmiechem. Craig kiwnął głową na znak powitania i usiadł na barowym stołku zaraz obok Zorany.
-To jak będzie?- dziewczyna wyszczerzyła się do Niebieskowłosego, wyraźnie czekając na opowieść. Mężczyzna wziął głęboki oddech i skupił się na dawnych wspomnieniach...
-To, co Ci pokazałem w uliczce, to nie klątwa... To Demon Soul Take Over... Z Neverbeen'owskiego znaczyłoby to tyle Co Demoniczne Przejęcie. Gdyby nie pewne wydarzenie, zapewne nigdy nie udałoby mi się uwolnić tej magii... Było to mniej więcej dziesięć lat temu. Byłem jeszcze bardzo młody, byłem ogromnie ciekawski świata, wszystko chciałem dotknąć, zobaczyć... Od roku pomagałem tacie w... "pracy"... Pewnego razu miał "transportować" pewien przedmiot do Akademii Magicznej Falmouth- transportować nie było zbyt trafnym określeniem. Ale chłopak nie mógł powiedzieć, że jego tacie po prostu przyszła ochota, by ukraść jakiś drogi magiczny artefakt wprost sprzed nosa magów -W pewnych okolicznościach stało się tak, że ten przedmiot trafił w moje ręce... A nieumiejętnie użyty, jest katastrofalny w skutkach. To była lacryma potęgująca magię użytkownika. Mój talent magiczny był praktycznie nieistniejący. Być może moja prapraprapraprababka jej używała. Magia w mojej krwi była całkowicie rozrzedzona. Przez przypadek dotknąłem lacrymy i wchłonąłem całą jej energię. Normalnie, ten artefakt starczyłby na wzmocnienie co najmniej piętnastu ludzi. Następne co pamiętam, to płonące zgliszcza całej okolicy- Craig zmarszczył się na wspomnienia tamtej sytuacji -Słyszałaś o Wielkim Pożarze Falmouth w x790 roku? To moja wina. Zginęło wtedy 467 ludzi, a krater po wybuchu sięgał 300 metrów w każdą stronę... A po środku ja. Gdyby nie pewien człowiek, zapewne zginąłbym na miejscu, bo po chwili przybyła Jednostka Eksterminacyjna i Jednostka Neutralizacji Katastrof Magicznych. Gdyby mnie znaleźli... Nie byłoby mnie tutaj...- Craig zacisnął pięść i szybko wypił swój trunek, po czym poprosił kolejną porcję i ją także opróżnił. -Mój ojciec zapewne zginął w wybuchu. Kiedy ja bawiłem się lacrymą, on był w pokoju obok... Od tamtej pory uciekam przed magami, którzy nieustannie mnie ścigają, by ponownie zamknąć moc w lacrymach...- Chłopak uśmiechnął się lekko na znak, że skończył.
-A u Ciebie jak to jest? Podróżujesz? Masz kogoś? Gdzie twoja rodzina?-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Sie 22, 2015 11:22 pm

"To, co Ci pokazałem w uliczce, to nie klątwa... To Demon Soul Take Over... Z Neverbeen'owskiego znaczyłoby to tyle Co Demoniczne Przejęcie. Gdyby nie pewne wydarzenie, zapewne nigdy nie udałoby mi się uwolnić tej magii... Było to mniej więcej dziesięć lat temu. Byłem jeszcze bardzo młody, byłem ogromnie ciekawski świata, wszystko chciałem dotknąć, zobaczyć... Od roku pomagałem tacie w... "pracy"... Pewnego razu miał "transportować" pewien przedmiot do Akademii Magicznej Falmouth" - Craig zaczął mówić, a ja słuchałam uważnie, niechcąc uronić ani słowa. Zaczynało się nieźle. Przygryzłam wargę. To nie tak, że byłam ciekawa tylko dlatego, że sądziłam, że będzie to niezły temat na pieśń. Po prostu byłam zaciekawiona. Nie miałam styczności ze zbyt wieloma magami. I tutaj, w Ekialdei nie miałam również zbyt wielu przyjaciół. Niby nie miałam trudności z nawiązywaniem znajomości, też dzięki swojej magii, jakoś nikt nie przypadł mi aż tak do gustu. A Craig... Craig wydawał się być kimś niezwykle interesującym. Kimś, przy kim nie można się nudzić. 
"W pewnych okolicznościach stało się tak, że ten przedmiot trafił w moje ręce... A nieumiejętnie użyty, jest katastrofalny w skutkach. To była lacryma potęgująca magię użytkownika. Mój talent magiczny był praktycznie nieistniejący. Być może moja prapraprapraprababka jej używała. Magia w mojej krwi była całkowicie rozrzedzona. Przez przypadek dotknąłem lacrymy i wchłonąłem całą jej energię. Normalnie, ten artefakt starczyłby na wzmocnienie co najmniej piętnastu ludzi. Następne co pamiętam, to płonące zgliszcza całej okolicy"

Nie przerywałam mu. Widziałam, że to bolesne wspomnienia. Nie chodziło tylko o mimikę twarzy niebieskowłosego. Kiedy o tym mówił, jego aura przybierała nieco mętniejszą barwę, ciemniała.
"Słyszałaś o Wielkim Pożarze Falmouth w x790 roku?" - podjął, a ja pokiwałam głową. To była dosyć głośna sprawa. Nawet u nas w wiosce słyszeliśmy. Akurat od przejeżdżającego w tamtym czasie kupca. Gdyby nie on, pewnie nie zdawalibyśmy sobie sprawy, że coś takiego miało miejsce. Zastanawiałam się, ile ważnych wydarzeń ze świata nas ominęło. "To moja wina. Zginęło wtedy 467 ludzi, a krater po wybuchu sięgał 300 metrów w każdą stronę... A po środku ja. Gdyby nie pewien człowiek, zapewne zginąłbym na miejscu, bo po chwili przybyła Jednostka Eksterminacyjna i Jednostka Neutralizacji Katastrof Magicznych. Gdyby mnie znaleźli... Nie byłoby mnie tutaj.. "
Swoją opowieścią obudził we mnie głębokie współczucie. I smutek. Doświadczyłam tylko śmierci mojej klaczy, a i tak było to dla mnie traumatyczne. A co miał powiedzieć Craig, który poza smutkiem czuł się również winny, bo wyrzucał sobie śmierć paruset osób. Przygryzłam wargę, ale czekałam na koniec opowieści. Zamiast coś powiedzieć, piłam równo z chłopakiem. 
"Mój ojciec zapewne zginął w wybuchu. Kiedy ja bawiłem się lacrymą, on był w pokoju obok... Od tamtej pory uciekam przed magami, którzy nieustannie mnie ścigają, by ponownie zamknąć moc w lacrymach..."
Rzeczywiście, niezbyt szczęśliwa historia. Rozumiem też, że Craig pominął różnego rodzaju szczegóły, by opowieść nie ciągnęła się w nieskończoność. Powoli dotknęłam jego dłoni wspierającym gestem i spojrzałam mu w oczy.
- Przykro mi - rzekłam cicho, ale uśmiechnęłam się pocieszająco. Chciałam dać do zrozumienia, że doskonale rozumiem, jak się czuje. Może nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem niezwykle empatyczna. I to nie tylko dzięki charakterowi swojej magii.
"A u Ciebie jak to jest? Podróżujesz? Masz kogoś? Gdzie twoja rodzina?" Westchnęłam. Może moje życie było pozbawione takich dramatów jak u chłopaka, ale wiele było w nim łez i rozstań. Mimo to zaczęłam mówić, obracając w palcach pusty kieliszek:
- Urodziłam się w małej wiosce, w Alryne. Zapomnianej przez wszystkich - uśmiechnęłam się do siebie. - Czasem tylko ktoś tamtędy przejeżdżał. A to kupcy, a to uzdrowiciele. Mój ojciec, były wojskowy, od dziecka uczył mnie walki mieczem. Matki nie znałam, odeszła przy porodzie. 
Przerwałam, by poprosić o dolewkę i wychylić ją jednym ruchem.
- Mimo to była dla mnie bardzo ważna. Lubiłam o niej myśleć, a kiedy ojciec o niej opowiadał, to było dla mnie jak święto. Kiedy znalazłam jej wiersze, sama zaczęłam pisać. A potem nauczyłam się czytać nuty i śpiewać. Sześć... Tak, sześć lat temu uciekłam z trupą teatralną. W Alryne zostawiłam wszystkich, których miałam. Ojca i przyjaciółkę. W tamtym dniu dostałam od ojca pieśni i lutnię mojej matki, na której do dzisiaj gram... Z nimi spędziłam trzy lata. Bardzo się zżyliśmy. Miałam przyjaciela, który pomagał mi w opanowaniu talentu magicznego, który odziedziczyłam po matce. I miałam też bliską przyjaciółkę - na wspomnienie Iskry zaszkliły mi się oczy i w zamyśleniu potarłam wisior zwisający z mojej szyi - Trzy lata temu też ich opuściłam. Żeby studiować na Uniwersytecie Ekialdejskim. Głównie czytam, poprawiam swój warsztat pisarski. Nic ciekawego... Więc tak, można powiedzieć, że wciąż podróżuję. A tutaj niestety nie mam nikogo bliskiego. Wszyscy podążają własnymi ścieżkami.
Wzruszyłam ramionami zakończywszy moją wypowiedź. Wypiłam na raz kolejny kieliszek słynnej aroniówki. Zaczynałam powoli czuć ten wpływ alkoholu na moje ciało... Musiałam przyznać, że dobrze było tak pogadać od serca, przy kielonie. Dawno mi się coś takiego nie zdarzyło.
Wtem drzwi karczmy odskoczyły z hukiem, a w nich pojawili się mundurowi. Podniosłam powoli głowę i spojrzałam beznamiętnie w ich kierunku. Ach, codzienność. Ciekawe, kogo zgarną tym razem...
- Tak, tak! To na pewno oni! - usłyszałam, a moim oczom ukazał się ten łysol z zaułku, który zdołał nam uciec. Zbladłam. Przecież to on chciał mnie obrabować! Zaczęłam ruszać bezgłośnie ustami, nie mogąc zdecydować się, co powiedzieć, jak im to wyjaśnić. Rzuciłam Craigowi przerażone spojrzenie, kiedy czterech strażników wkroczyło do lokalu i nas otoczyło. Jeden z nich złapał mnie za ramię i siłą postawił na nogi.
- Prosimy z nami - rzekł groźnie i zaczął wlec mnie w kierunku drzwi. Tymczasem trzech pozostałych szykowało się do skucia kajdanami niebieskowłosego i obezwładnienia go magicznymi pałkami, gdyby stawiał opór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Nie Sie 23, 2015 8:54 pm

-To, co Ci pokazałem w uliczce, to nie klątwa... To Demon Soul Take Over... Z Neverbeen'owskiego znaczyłoby to tyle Co Demoniczne Przejęcie. Gdyby nie pewne wydarzenie, zapewne nigdy nie udałoby mi się uwolnić tej magii... Było to mniej więcej dziesięć lat temu. Byłem jeszcze bardzo młody, byłem ogromnie ciekawski świata, wszystko chciałem dotknąć, zobaczyć... Od roku pomagałem tacie w... "pracy"... Pewnego razu miał "transportować" pewien przedmiot do Akademii Magicznej Falmouth- transportować nie było zbyt trafnym określeniem. Ale chłopak nie mógł powiedzieć, że jego tacie po prostu przyszła ochota, by ukraść jakiś drogi magiczny artefakt wprost sprzed nosa magów. Zorana przygryzła wargę, okazując swoje zainteresowanie. Chłopak uśmiechnął się lekko. Cieszyło go to, że może z kimś podzielić się wspomnieniami. Wyraz jednak szybko zniknął z twarzy... -W pewnych okolicznościach stało się tak, że ten przedmiot trafił w moje ręce... A nieumiejętnie użyty, jest katastrofalny w skutkach. To była lacryma potęgująca magię użytkownika. Mój talent magiczny był praktycznie nieistniejący. Być może moja prapraprapraprababka jej używała. Magia w mojej krwi była całkowicie rozrzedzona. Przez przypadek dotknąłem lacrymy i wchłonąłem całą jej energię. Normalnie, ten artefakt starczyłby na wzmocnienie co najmniej piętnastu ludzi. Następne co pamiętam, to płonące zgliszcza całej okolicy- Craig zmarszczył się na wspomnienia tamtej sytuacji -Słyszałaś o Wielkim Pożarze Falmouth w x790 roku?- Zorana pokiwała głową -To moja wina. Zginęło wtedy 467 ludzi, a krater po wybuchu sięgał 300 metrów w każdą stronę... A po środku ja. Gdyby nie pewien człowiek, zapewne zginąłbym na miejscu, bo po chwili przybyła Jednostka Eksterminacyjna i Jednostka Neutralizacji Katastrof Magicznych. Gdyby mnie znaleźli... Nie byłoby mnie tutaj...- Craig zacisnął pięść i szybko wypił swój trunek, po czym poprosił kolejną porcję i ją także opróżnił. Czarnowłosa dotrzymywała mu kroku. -Mój ojciec zapewne zginął w wybuchu. Kiedy ja bawiłem się lacrymą, on był w pokoju obok... Od tamtej pory uciekam przed magami, którzy nieustannie mnie ścigają, by ponownie zamknąć moc w lacrymach...- Chłopak uśmiechnął się lekko na znak, że skończył.
-Przykro mi- odpowiedziała dziewczyna, dotykając ręki Niebieskowłosego, patrząc mu w oczy.
-Niepotrzebnie. Co było, minęło. Teraz żyję chwilą, nie mam zamiaru codziennie patrzeć w przeszłość i oglądać się za siebie- odpowiedział Craig, wręcz emanując pewnością siebie. -A u Ciebie jak to jest? Podróżujesz? Masz kogoś? Gdzie twoja rodzina?-
Dziewczyna westchnęła. Niebieskowłosy nie wiedział, czy była to oznaka niechęci czy powrotu do dawnych lat...
-Urodziłam się w małej wiosce, w Alryne. Zapomnianej przez wszystkich- zaczęła opowieść, uśmiechając się do siebie. -Czasem tylko ktoś tamtędy przejeżdżał. A to kupcy, a to uzdrowiciele. Mój ojciec, były wojskowy, od dziecka uczył mnie walki mieczem. Matki nie znałam, odeszła przy porodzie.-
Przerwała, by poprosić o dolewkę i wychylić ją jednym ruchem. Chłopak zrobił to samo.
-Mimo to była dla mnie bardzo ważna. Lubiłam o niej myśleć, a kiedy ojciec o niej opowiadał, to było dla mnie jak święto. Kiedy znalazłam jej wiersze, sama zaczęłam pisać. A potem nauczyłam się czytać nuty i śpiewać. Sześć... Tak, sześć lat temu uciekłam z trupą teatralną. W Alryne zostawiłam wszystkich, których miałam. Ojca i przyjaciółkę. W tamtym dniu dostałam od ojca pieśni i lutnię mojej matki, na której do dzisiaj gram... Z nimi spędziłam trzy lata. Bardzo się zżyliśmy. Miałam przyjaciela, który pomagał mi w opanowaniu talentu magicznego, który odziedziczyłam po matce. I miałam też bliską przyjaciółkę- Czarnowłosej zaszkliły się oczy i w zamyśleniu potarła wisior zwisający z jej szyi. Craig dotknął ręki dziewczyny tak samo, jak wcześniej ona dotknęła jego -Trzy lata temu też ich opuściłam. Żeby studiować na Uniwersytecie Ekialdejskim. Głównie czytam, poprawiam swój warsztat pisarski. Nic ciekawego... Więc tak, można powiedzieć, że wciąż podróżuję. A tutaj niestety nie mam nikogo bliskiego. Wszyscy podążają własnymi ścieżkami.- Zorana wzruszyła ramionami, zakończywszy opowieść. Razem wypili jeszcze po kieliszku. Craig nie czuł niczego, po za lekko rozwiązanym językiem, ale widać było, że dziewczynę wzięło bardziej. Zapewne dlatego, że była o połowę mniejsza od swojego towarzysza. Chłopak nie miał nic do dodania, a nawet jeśli by miał, zapewne by nie zdążył, bo do karczmy właśnie weszli mundurowi z bandytą, który uciekł im z uliczki.
-Tak, tak! To na pewno oni!- oboje usłyszeli głos uciekiniera. Jeśli chłopak dobrze pamiętał, to on chciał zgwałcić biedną dziewczynę, a teraz wołał policję... Co za podrzędna, nie posiadająca grama honoru szuja - pomyślał Craig, patrząc na Zoranę. Czarnowłosa widocznie zbladła. Efekt jeszcze bardziej nasilały jej, wcześniej wspomniane, kruczoczarne włosy. Dodatkowo zaczęła ruszać bezgłośnie ustami, najwyraźniej chcąc się wytłumaczyć. Rzuciła przerażony wzrok na Craiga. Chłopak posłał jej uspokajające spojrzenie. Nie przez takie rzeczy już przechodził. Z doświadczenia wiedział, że policja nie lubi zbyt długo trzymać magów. Posiedzą trochę, zapłacą i odejdą jakby nigdy nic... Zanim policjanci podeszli, Niebieskooki wziął swoją sakiewkę, wyjął kilka klejnotów i zapłacił za wszystko. Chwycił swoje chrupki, które zdążył zabrać z uliczki, zanim Zorana go porwała i dał się spokojnie zakuć. Chłopak wiedział, czym jest ból od uderzenia magicznymi pałkami. Trochę gilgocze, ale za to strasznie później piecze...

[z/t]
Zrobimy sobie nowy temat, żeby nie mieszać osobnych historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Pon Sie 31, 2015 8:40 pm























________________BERDAKA - WIĘZIENIE________________
















Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Czw Wrz 03, 2015 4:16 pm

...To zdecydowanie nie był mój najszczęśliwszy dzień. Westchnęłam cicho siedząc pod chłodną ścianą w celi Ekialdejskiego więzienia. Rzuciłam zmęczony wzrok na Craiga. Byłam taka senna... To pewnie przez tą aroniówkę. Dobrze przynajmniej, że mnie tu zaprowadzili, bo coś czułam, że sama zbyt daleko bym nie zaszła. Wrzucili nas za kratki już jakiś czas temu i dzięki chłodowi odzyskiwałam zmysły i byłam w stanie ocenić naszą sytuację.
W zamyśleniu spróbowałam poruszyć nadgarstkami, ale jedynym efektem, jaki uzyskałam, było ciche brzęknięcie łańcucha od kajdanków. Znów westchnęłam i odkleiłam plecy od ściany, by rzucić okiem na przestrzeń poza celą. Poza naszym alkierzem było tu jeszcze kilka. Z tego naprzeciwko jakiś szczerbaty, wytatuowany na czaszce łysol łypał na mnie swoim żółtym okiem. Odwróciłam wzrok z obrzydzeniem. Nie musiałam widzieć jego aury, żeby wiedzieć, co mu chodzi po głowie. Aż dreszcz mi przeszedł po plecach. 
Ponieważ pobiliśmy we dwójkę pięciu krzepkich chłopów, wrzucili nas do segmentu z najgorszymi kanaliami. Na szczęście był to jedynie stan tymczasowy. Miałam nadzieję, że już niedługo nas wypuszczą, a przynajmniej przesłuchają, żebyśmy mogli wszystko wyjaśnić i iść do domu. 
Wtem usłyszałam odgłos obcasów równomiernie uderzających w kamienną posadzkę i... Chrupanie. Chwilę później przy drzwiach naszej celi znalazł się krępy i przysadzisty, ale wcale nieźle zbudowany, nieogolony klawisz głośno żujący jakiś chrupki. Przypominały te, których jeszcze niedawno był właścicielem niebieskowłosy, a które zostały mu brutalnie odebrane, kiedy tu trafiliśmy. 
Powoli wstałam i przypatrzyłam się jego skrytej w cieniu twarzy. Niewiele mogłam z niej wyczytać, zatem skupiłam się na otaczającej go aurze. Przygryzłam wargę, rzucając zaniepokojone spojrzenie na Craiga. Nie było dobrze. Strażnik wyraźnie nie był w dobrym nastroju. Otaczała go ciemnawa, mętna aura. I wyraźnie nie przyszedł tylko pogawędzić.
Dobiegło mnie brzęknięcie kluczy i szczęk zamka, co poprzedziło ciche jęknięcie otwieranej kraty. Klawisz wsunął się do środka, a ja dostrzegłam na jego ustach parszywy uśmieszek. Oczy błyskały mu niezdrowo. 
- Dobra, zwyrodniałe szumowiny. Ruszać dupska, będziecie mieli szansę powiedzieć conieco na swoją obronę - rzekł i splunął. - Najpierw ty, cwelu.
Bez słowa obserwowałam, jak chwycił mojego towarzysza w zbrodni za ramię i szarpnął nim w kierunku wyjścia. Modliłam się tylko, żeby na tym się skończyło. Atmosfera gęstniała. Zaciskałam wargi i błagałam jakiś byt wyższy, żeby tylko na takich obelgach się skończyło. Los jednak postanowił jednak zaigrać w inny sposób.
- A te kłaki to masz takie niebieskie, bo twój ojciec był jakimś cholernym smerfem? - zarechotał ochroniarz, pakując sobie do ust kolejnego chrupka. 
"O nie" - pomyślałam. Lub raczej jęknęłam, bo mimo moich starań nie pozostało to tylko w mojej głowie.


Ostatnio zmieniony przez Yugi dnia Pią Wrz 04, 2015 3:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Pią Wrz 04, 2015 2:00 pm

Zoranę i Craiga zabrali do zimnej Ekialdejskiej celi i zakuli w kajdany. Nie było tam zbyt przyjemnie, ale warunki też nie były najgorsze. Dziewczyna westchnęła i rzuciła zmęczone spojrzenie na Craiga. Wyglądała na senną. Niebieskowłosy nie bardzo wiedział, co miał teraz zrobić, by Zorana poczuła się lepiej. W tej chwili jedynym wyjściem było zaczekać. Przecież nie wsadzą ich do więzienia przez to, że pobili się w alejce...
-Zawsze mogło być gorzej- mruknął cicho Craig, widząc, że Zorana z obrzydzeniem odwraca wzrok od innego więźnia.
Chłopak widział, że Czarnowłosa pragnie się jak najszybciej wydostać z tego miejsca. Zrobiło mu się nawet przykro, gdyż miał wrażenie, że to właśnie przez niego się tutaj znaleźli... Gdyby udało mu się powstrzymać całą piątkę, albo chociaż zatrzymać łysego, który się im wymknął... Mógłby wziąć całą winę na siebie.
I tak właśnie postanowił zrobić, mimo, iż to co powie podczas przesłuchania, trochę mijać się ma z prawdą...
-Nie martw się, zaraz Cię wypuszczą...-
Zmarszczył brwi. Jeśli powiem, że to ja napadłem całą piątkę, a dziewczyna była tylko przypadkowym świadkiem, powinni ją wypuścić, zanim zdoła dojść do głosu... - pomyślał Craig, po czym przygotował w głowie własną historię...
I w samą porę, bo po chwili w korytarzu rozległ się stukot policyjnych butów i... chrupanie...
Craig westchnął... Wiedział co to za odgłos. Ktoś właśnie podżerał jego chrupki! Mimo, iż gniew zaczął narastać, chłopak postanowił się opanować... Jeśli teraz zrobiłby coś nieprzewidzianego, wtedy Zorana z pewnością jeszcze tu posiedzi.
Chwilę później przy drzwiach celi pojawił się krępy i przysadzisty, ale nieźle zbudowany, nieogolony klawisz głośno żujący ryżowe chrupki. Chłopak znowu westchnął... Tylko spokojnie - powtarzał sobie w myślach.
Zorana wstała i przypatrywała się skrytej w cieniu twarzy strażnika. Po chwili przygryzła wargę i rzuciła zaniepokojone spojrzenie Craigowi.
Oboje dobiegło ich brzęknięcie kluczy i szczęk zamka. Chwilę później krata celi stałą otworem, przez który klawisz wsunął się do środka. Oczy błyszczały mu niezdrowo, a na twarzy miał niemiły uśmieszek.
-Dobra, zwyrodniałe szumowiny. Ruszać dupska, będziecie mieli szansę powiedzieć co nieco na swoją obronę- rzekł i splunął. -Najpierw ty, cwelu.- rzucił do Craiga, który ponownie odetchnął głęboko i wstał. Strażnik chwycił Craiga za ramię i szarpnął w kierunku drzwi. Atmosfera gęstniała, a Craig coraz to bardziej musiał pracować nad tym, by się opanować. Zorana widocznie modliła się o to, by nic głupiego nie przyszło chłopakowi do głowy.
Kolejne słowa jednak przeważyły szalę.
-A te kłaki to masz takie niebieskie, bo twój ojciec był jakimś cholernym smerfem?- zarechotał ochroniarz, pakując sobie do ust kolejnego chrupka.
Niebieskowłosy nie mógł się już powstrzymywać. Zbierając w sobie siłę, zwyczajnie napiął mięśnie, jednocześnie starając się roztrzaskać kajdany. Metalowe okowy nie wytrzymały nawet chwili. Mina strażnika, który usłyszał brzęknięcie łańcucha o podłogę była bezcenna. Zdziwienie mieszało się ze strachem, gdyż ciemna aura w pokoju stawała się wręcz widoczna. Kumulując w sobie demoniczne cząsteczki, Craig zwiększając swoją siłę w prawej pięści, zwyczajnie wycelował nią w brzuch klawisza. Żeby tego było mało, lewą ręką poprawił, uderzając od dołu prosto w podbródek parszywego policjanta. Nie było co zbierać... Poza paczką chrupek oczywiście. Chłopak podniósł paczkę, zjadł kilka ostatnich przekąsek w jednej chwili i podszedł do Zorany
-Musimy uciekać, teraz z pewnością nas już nie wypuszczą-
Craig chwycił za kajdany dziewczyny i momentalnie je zerwał. Przerdzewiały metal nie sprawiał oporów.
Oboje szybko opuścili celę. Nieszczęśliwie, za zakrętem czekał już oddział z pałkami. Zwabił ich dźwięk szamotaniny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Wrz 05, 2015 5:16 pm

"Zawsze mogło być gorzej" - usłyszałam i tylko przewróciłam oczami. Ta, jasne. Może i mogłoby być gorzej, ale niewiele. Znów westchnęłam i odkleiłam plecy od ściany, by rzucić okiem na przestrzeń poza celą. Poza naszym alkierzem było tu jeszcze kilka. Z tego naprzeciwko jakiś szczerbaty, wytatuowany na czaszce łysol łypał na mnie swoim żółtym okiem. Odwróciłam wzrok z obrzydzeniem. Nie musiałam widzieć jego aury, żeby wiedzieć, co mu chodzi po głowie. Aż dreszcz mi przeszedł po plecach. 
Ponieważ pobiliśmy we dwójkę pięciu krzepkich chłopów, wrzucili nas do segmentu z najgorszymi kanaliami. Na szczęście był to jedynie stan tymczasowy. Miałam nadzieję, że już niedługo nas wypuszczą, a przynajmniej przesłuchają, żebyśmy mogli wszystko wyjaśnić i iść do domu. 
"Nie martw się, zaraz Cię wypuszczą..."
- Wolałabym, żeby zaraz NAS wypuścili... - burknęłam w odpowiedzi. Wiedziałam, co mu chodzi po głowie i nie podobał mi się ten plan. Ani trochę.
Wtem usłyszałam odgłos obcasów równomiernie uderzających w kamienną posadzkę i... Chrupanie. Chwilę później przy drzwiach naszej celi znalazł się krępy i przysadzisty, ale wcale nieźle zbudowany, nieogolony klawisz głośno żujący jakiś chrupki. Przypominały te, których jeszcze niedawno był właścicielem niebieskowłosy, a które zostały mu brutalnie odebrane, kiedy tu trafiliśmy. 
Powoli wstałam i przypatrzyłam się jego skrytej w cieniu twarzy. Niewiele mogłam z niej wyczytać, zatem skupiłam się na otaczającej go aurze. Przygryzłam wargę, rzucając zaniepokojone spojrzenie na Craiga. Nie było dobrze. Strażnik wyraźnie nie był w dobrym nastroju. Otaczała go ciemnawa, mętna aura. I wyraźnie nie przyszedł tylko pogawędzić.
Dobiegło mnie brzęknięcie kluczy i szczęk zamka, co poprzedziło ciche jęknięcie otwieranej kraty. Klawisz wsunął się do środka, a ja dostrzegłam na jego ustach parszywy uśmieszek. Oczy błyskały mu niezdrowo. 
Dobra, zwyrodniałe szumowiny. Ruszać dupska, będziecie mieli szansę powiedzieć conieco na swoją obronę - rzekł i splunął. -Najpierw ty, cwelu.
Bez słowa obserwowałam, jak chwycił mojego towarzysza w zbrodni za ramię i szarpnął nim w kierunku wyjścia. Modliłam się tylko, żeby na tym się skończyło. Atmosfera gęstniała. Zaciskałam wargi i błagałam jakiś byt wyższy, żeby tylko na takich obelgach się skończyło. Los jednak postanowił jednak zaigrać w inny sposób.
A te kłaki to masz takie niebieskie, bo twój ojciec był jakimś cholernym smerfem? - zarechotał ochroniarz, pakując sobie do ust kolejnego chrupka. 
"O nie" - pomyślałam. Lub raczej jęknęłam, bo mimo moich starań nie pozostało to tylko w mojej głowie.
Obserwowałam z przerażeniem Craiga, kiedy nagle jego kajdany wręcz wystrzeliły, rozsypując się na tysiące małych kawałeczków. Pisnęłam zaskoczona, a na mojej twarzy malowała się mieszanka strachu i podziwu. Cofnęłam się o krok, kiedy niebieskowłosy stwierdził, że rozprawi się z ochroniarzem. Nie miałam zamiaru go powstrzymywać. Gdzie ja, na takiego wielkiego chłopa!? Wolne żarty. Z resztą gniew, jaki w nim wyczuwałam był wręcz obezwładniający. Nie było mowy, żebym coś na to poradziła.
Uniosłam jedną brew, kiedy mój towarzysz w kilka chwil wchłonął resztę chrupek. Ach, więc to o to chodziło. Niesamowite. Żeby tak się emocjonować z powodu żarcia...
"Musimy uciekać, teraz z pewnością nas już nie wypuszczą."
- No co ty nie powiesz - odpowiedziałam wyciągając do niego moje skute nadgarstki. Nie byłam specjalnie szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Cholera. A mogło być tak prosto. Chociaż mówią, że jak jest łatwo, to się idzie złą drogą. Skrzywiłam się, kiedy mężczyzna przerwał problemu łańcuch. Co za przerażająca siła.
Biegiem opuściliśmy celę i popędziliśmy do wyjścia. Niestety, nie minęła długa chwila, kiedy wpadliśmy na uzbrojony po zęby oddział.
- O rany... - jęknęłam zwalniając krok. Zatrzymałam się kilka metrów za Craigiem i nałożyłam na niego kilka moich aur.
- Zajmij ich przez chwilę, a ja pójdę po nasze rzeczy - krzyknęłam do niego i skręciłam w boczny korytarz, szukając pomieszczenia, w którym odebrali nam moje miecze, lutnię i resztę szpargałów. Wpadłam do szukanego i spłoszonym spojrzeniem obrzuciłam wnętrze. Tak. Było tu wszystko. Zerknęłam w górę i napotkałam zdziwiony wzrok spasionego strażnika ledwo mieszczącego się na swoim krześle. Niewiele myśląc skoczyłam do moich rzeczy i wyszarpnęłam miecz z pochwy. Wycelowałam jego koniec w mundurowego.
- Nie ruszaj się - rzuciłam, starając się brzmieć jak najgroźniej. - Albo rozpłatam ci to sadło.
To powiedziawszy, nie spuszczając spojrzenia z wyraźnie przestraszonego policjanta, jedną ręką zaczęłam zbierać to, co do nas należało i po chwili wyskoczyłam na korytarz, zostawiając strażnika tak, jak tam go zastałam. Ruszyłam biegiem do Craiga. Miałam nadzieję, że było już tam czysto...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sro Wrz 09, 2015 9:54 pm

-Zawsze mogło być gorzej- mruknął cicho Craig, widząc, że Zorana z obrzydzeniem odwraca wzrok od innego więźnia, przewracając przy tym oczami.
Chłopak widział, że Czarnowłosa pragnie się jak najszybciej wydostać z tego miejsca. Zrobiło mu się nawet przykro, gdyż miał wrażenie, że to właśnie przez niego się tutaj znaleźli... Gdyby udało mu się powstrzymać całą piątkę, albo chociaż zatrzymać łysego, który się im wymknął... Mógłby wziąć całą winę na siebie.
I tak właśnie postanowił zrobić, mimo, iż to co powie podczas przesłuchania, trochę mijać się ma z prawdą...
-Nie martw się, zaraz Cię wypuszczą...-
Zmarszczył brwi. Jeśli powiem, że to ja napadłem całą piątkę, a dziewczyna była tylko przypadkowym świadkiem, powinni ją wypuścić, zanim zdoła dojść do głosu... - pomyślał Craig, po czym przygotował w głowie własną historię...
-Wolałabym, żeby zaraz NAS wypuścili...- burknęła Zorana w odpowiedzi.
I w samą porę, bo po chwili w korytarzu rozległ się stukot policyjnych butów i... chrupanie...
Craig westchnął... Wiedział co to za odgłos. Ktoś właśnie podżerał jego chrupki! Mimo, iż gniew zaczął narastać, chłopak postanowił się opanować... Jeśli teraz zrobiłby coś nieprzewidzianego, wtedy Zorana z pewnością jeszcze tu posiedzi.
Chwilę później przy drzwiach celi pojawił się krępy i przysadzisty, ale nieźle zbudowany, nieogolony klawisz głośno żujący ryżowe chrupki. Chłopak znowu westchnął... Tylko spokojnie - powtarzał sobie w myślach.
Zorana wstała i przypatrywała się skrytej w cieniu twarzy strażnika. Po chwili przygryzła wargę i rzuciła zaniepokojone spojrzenie Craigowi.
Oboje dobiegło ich brzęknięcie kluczy i szczęk zamka. Chwilę później krata celi stałą otworem, przez który klawisz wsunął się do środka. Oczy błyszczały mu niezdrowo, a na twarzy miał niemiły uśmieszek.
-Dobra, zwyrodniałe szumowiny. Ruszać dupska, będziecie mieli szansę powiedzieć co nieco na swoją obronę- rzekł i splunął. -Najpierw ty, cwelu.- rzucił do Craiga, który ponownie odetchnął głęboko i wstał. Strażnik chwycił Craiga za ramię i szarpnął w kierunku drzwi. Atmosfera gęstniała, a Craig coraz to bardziej musiał pracować nad tym, by się opanować. Zorana widocznie modliła się o to, by nic głupiego nie przyszło chłopakowi do głowy.
Kolejne słowa jednak przeważyły szalę.
-A te kłaki to masz takie niebieskie, bo twój ojciec był jakimś cholernym smerfem?- zarechotał ochroniarz, pakując sobie do ust kolejnego chrupka.
Niebieskowłosy nie mógł się już powstrzymywać. Zbierając w sobie siłę, zwyczajnie napiął mięśnie, jednocześnie starając się roztrzaskać kajdany. Metalowe okowy nie wytrzymały nawet chwili. Zorana pisnęła, a mina strażnika, który usłyszał brzęknięcie łańcucha o podłogę była bezcenna. Zdziwienie mieszało się ze strachem, gdyż ciemna aura w pokoju stawała się wręcz widoczna. Kumulując w sobie demoniczne cząsteczki, Craig zwiększając swoją siłę w prawej pięści, zwyczajnie wycelował nią w brzuch klawisza. Żeby tego było mało, lewą ręką poprawił, uderzając od dołu prosto w podbródek parszywego policjanta. Nie było co zbierać... Poza paczką chrupek oczywiście. Chłopak podniósł paczkę, zjadł kilka ostatnich przekąsek w jednej chwili i podszedł do Zorany, która uniosła brew w pytającym geście.
-Musimy uciekać, teraz z pewnością nas już nie wypuszczą-
- No co ty nie powiesz - odpowiedziała Czarnowłosa wyciągając do niego skute nadgarstki.
Craig chwycił za kajdany dziewczyny i momentalnie je zerwał. Przerdzewiały metal nie sprawiał oporów.
Oboje szybko opuścili celę. Nieszczęśliwie, za zakrętem czekał już oddział z pałkami. Zwabił ich dźwięk szamotaniny...
-O rany...- jęknęła Zorana zwalniając krok. Zatrzymała się kilka metrów za Craigiem i nałożyłam na niego kilka aur.
-Zajmij ich przez chwilę, a ja pójdę po nasze rzeczy- krzyknęła do niego i skręciła w boczny korytarz, szukając pomieszczenia, w którym odebrali im ich zguby. Craig miał nadzieję, że reklamówka z chrupkami nadal gdzieś tam była.
Chłopak przygotował się do walki. Było ich pięciu. Głęboko odetchnął i ponownie skupił się na swoich demonicznych mocach.
Z pomocą magii szybko się ich pozbył, walka wręcz była tym, czym posługiwał się od dawien dawna, a dzięki Przejęciu, uderzenia pałek były praktycznie nieodczuwalne. Zanim wróciła dziewczyna, w korytarzu było już czysto, a pozbawieni przytomności klawisze, już od chwili chrapali sobie w tej samej celi, w której kilka minut wcześniej siedzieli Craig i Zorana. Niestety, chrupek nie było. Wyraz twarzy chłopaka przypominał minę zbitego i smutnego psiaka. Gdzie on teraz dostanie swoje chrupki? Nie było jednak na to czasu. Musieli iść przed siebie. A w zasadzie musieli biec. Bo czasu było niewiele.
Minęli kilka zakrętów i długich korytarzy. Craig zapamiętał drogę do wyjścia, kiedy prowadzili ich do celi. Nie było daleko. Jedynym problemem była dyżurka, chociaż ją też sprawnie ominęli. Sprawa jednak o wiele bardziej skomplikowała się pod drzwiami. Nikt nie spodziewał się Oddziału Antymagicznego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Czw Wrz 10, 2015 2:52 pm

Uff, Craig pozbył się wszystkich, kiedy dobiegłam z rzeczami. Podałam mu jego szpargały, podczas gdy sama zarzuciłam na plecy moje miecze i lutnię, a sakwę przytoczyłam do biodra. Popędziliśmy dalej. W niezłe bagno się wplątaliśmy.
Sprawnie ominęliśmy wszelkiego rodzaju przeszkody i wypadliśmy na ulicę. Prosto w ramiona Oddziału Antymagicznego.
Zbladłam. Najwyraźniej któryś ze strażników zdążył wysłać wiadomość. Albo na posterunku były jakieś czujniki magiczne. Cholera. Tego się nie spodziewałam. O Oddziale Antymagicznym krążyły w Pergrande straszne opowieści. Choć w Kaldan magia była powszechna, tak w reszcie Imperium zupełnie nie. Więc wszystkich ogarniało przerażenie na sam dźwięk nazwy tego korpusu policji. Nawet jeśli gdzieś w głębi przypuszczałam, że prędzej czy później dowiedzą się o tym wybryku, zupełnie nie sądziłam, że stanie się to tak szybko. I że zdołają natychmiast zareagować. Może to dlatego, że byliśmy na wschodzie, na obszarze dawnego Królestwa Kaldan, gdzie magia wciąż jest znacznie bardziej powszechna niż w pozostałych częściach Pergradne, więc również stacjonuje tu więcej Oddziałów Antymagicznych, by utrzymywać porządek.
Spojrzałam porozumiewawczo na mojego wspólnika w zbrodni. Skoro zaszliśmy tak daleko, nie było sensu się cofać.
- Poddajcie się. Rzućcie broń, unieście ręce nad głowę i klęknijcie. Powoli. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni użyć siły - usłyszeliśmy policjanta stojącego na czele. Jego głos był zdeformowany i wzmocniony lacrymą.
Uśmiechnęłam się gorzko do Craiga. O tym chyba nie było mowy. Na próbę korzystając z mocy z zatoki tęczy nałożyłam aurę osłabiającą zaklęcia na trzech najbliżej znajdujących się policjantów. Zacisnęłam wargi, kiedy wśród ich aur nie dostrzegłam żadnej zmiany. Niedobrze. Musieli mieć jakieś antymagiczne mundury niwelujące wszelkie magiczne efekty. Ale cóż, skoro nie mogłam działać na nich, zdecydowałam, że wspomogę trochę siebie i niebieskowłosego. Zwiększyłam naszą szybkość i wyostrzyłam zmysł wzroku. Powinien to poczuć.
Jeszcze raz sprawdziłam jego reakcję. Nie wyglądał, jakby się miał poddawać. Z cichym sykiem stali wyciągnęłam moje miecze. Dałam mu znak i jednocześnie skoczyliśmy ku policjantom.
Nie minęła chwila, jak wszystko ogarnął mrok.

Nagle byłam nie pod posterunkiem w Ekialdei, a w ciemnym pomieszczeniu bez okien, którego mrok rozjaśniała nieco jarząca się upiornym, zielonkawym światłem lacryma umieszczona w suficie. Zamrugałam, próbując przyzwyczaić wzrok do niewielkiej ilości światła. Czułam się okropnie, jakby przejechał po mnie pociąg. Dawno mnie tak głowa nie bolała. Jęknęłam i rozejrzałam się, próbując wyłapać więcej szczegółów. Siedziałam na zimnej, metalowej ławce, a całe dłonie miałam uwięzione w ogromnych kajdanach przymocowanych łańcuchem do podłogi. Skupiwszy się nieco mogłam wyczuć, że za równo okowy, jak i stalowe ściany pomieszczenia blokowały wszelką magię. Westchnęłam.
W przeciwległym kącie kurczyła się jakaś ogromna postać, w której to po chwili rozpoznałam Craiga. Przysunęłam się bliżej niego i szturchnęłam go lekko. Nie wiedziałam, czy jeszcze śpi, czy nie. Światło było zbyt słabe, a cela blokowała moje odczytywanie aur. Czułam się z tym... Bardzo dziwnie. Trochę jakbym była ślepa, albo nie miała dłoni.
- Wszystko okej? - zapytałam szeptem.
Chwilę później, kiedy wszystkie moje zmysły wróciły do normalności, mogłam stwierdzić, że pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, lekko podskakiwało i kołysało się na boki. Dobiegły mnie również strzępki rozmowy. Wytężyłam słuch i zaczęłam wyłapywać słowa, które układały się w miarę logiczną całość.
- ...dawnośmy nie złapali takich zabijaków...
- ...w ogóle dawno... w akcji...
- ...nic dziwnego... czterech do szpitala posłali...
- ...dobrze, że się ich przenosi... szkoda, że w kraju tylko jedno więzienie dla magów..
- ...ale o zaostrzonym rygorze...
Zbladłam. Więzienie? Antymagiczne? O zaostrzonym rygorze?
- O nie... - jęknęłam. Byłam bliska łez. Zaczęłam smętnie pociągać nosem. Moja kariera wielkiego poety i muzyka miała legnąć w gruzach! A proces? A sąd? Choć podejrzewałam, że na wiele się to nie zda, skoro zaatakowaliśmy tylu funkcjonariuszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Paź 10, 2015 5:37 pm

Zanim wróciła dziewczyna, w korytarzu było już czysto, a pozbawieni przytomności klawisze, już od chwili chrapali sobie w tej samej celi, w której kilka minut wcześniej siedzieli Craig i Zorana. Niestety, chrupek nie było. Wyraz twarzy chłopaka przypominał minę zbitego i smutnego psiaka. Gdzie on teraz dostanie swoje chrupki? Nie było jednak na to czasu. Musieli iść przed siebie. A w zasadzie musieli biec. Bo czasu było niewiele. Szybko wziął swoje rzeczy od dziewczyny i ruszył.
Minęli kilka zakrętów i długich korytarzy. Craig zapamiętał drogę do wyjścia, kiedy prowadzili ich do celi. Nie było daleko. Jedynym problemem była dyżurka, chociaż ją też sprawnie ominęli. Sprawa jednak o wiele bardziej skomplikowała się pod drzwiami. Nikt nie spodziewał się Oddziału Antymagicznego. Zorana zbladła, zaś Craig głośno zaklął. Ktoś zdążył ich powiadomić o ucieczce dwojga więźniów. O Oddziale Antymagicznym krążyły w Pergrande straszne opowieści. Choć w Kaldan magia była powszechna, tak w reszcie Imperium zupełnie nie. Więc wszystkich ogarniało przerażenie na sam dźwięk nazwy tego korpusu policji. Zareagowali bardzo szybko. Może to dlatego, że byli na wschodzie, na obszarze dawnego Królestwa Kaldan, gdzie magia wciąż jest znacznie bardziej powszechna niż w pozostałych częściach Pergradne, więc również stacjonuje tu więcej Oddziałów Antymagicznych, by utrzymywać porządek.
Dziewczyna spojrzała porozumiewawczo na Craiga. Nie chciała się wycofywać, a chłopak tym bardziej nie miał zamiaru tego robić.
-Poddajcie się. Rzućcie broń, unieście ręce nad głowę i klęknijcie. Powoli. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni użyć siły- usłyszeli policjanta stojącego na czele. Jego głos był zdeformowany i wzmocniony lacrymą. Zorana uśmiechnęła się gorzko.
Momentalnie Craig poczuł, że coś wzmacnia jego zmysły. Lepiej widział, a i jego ruchy stały się szybsze. Rzucił spojrzenie dziewczynie i uśmiechnął się lekko, dziękując jej za wsparcie. Chwilę później chłopak usłyszał syk wyciąganych mieczy. Czarnowłosa dała znak chłopakowi, na co on skumulował demoniczne cząsteczki płynące w jego ciele i uwolnił drzemiącą w nim siłę. Całe jego ciało pokryły czarne i ostre jak igły łuski, włosy zmieniły kolor na czarny i znacząco się wydłużyły, a tęczówki zmieniły barwę na czerwoną.
Wszystko to jednak było na nic, bo gdy skoczyli na policjantów, ogarnął ich mrok...

Pierwsza obudziła się Zorana. Gdy przyzwyczaiła się do panujących warunków, ujrzała skulonego w kącie Craiga. Przysunęła się bliżej niego i szturchnęła go łokciem w żebra. Chłopak podskoczył jak oparzony, gdy przerwano mu popołudniową drzemkę. Gdy jednak rozejrzał się dookoła i przypomniał sobie poprzednie wydarzenia, dotarło do niego, że wcale nie przerwano jego popołudniowego zajęcia, a raczej wylądował w antymagicznej celi. Chłopakowi kręciło się w głowie i miał wrażenie, że całe pomieszczenie podskakuje i się przemieszcza.
-Wszystko okej?- spytała Zorana
-Nie wiem... chyba tak... Ale wszystko tak trzęsie i podskakuje, a w głowa strasznie łupie. A u Ciebie?-
To wszystko co zdołał wymamrotać. Czuł się bezsilny, jakby odebrano mu całą energię. Po raz pierwszy od kiedy pamięta, nie wyczuwał u siebie demonicznych cząsteczek. Owszem, wiedział, że nadal są w nim, ale w nijaki sposób nie mógł ich wykorzystać.
Craig chciał rozmasować sobie barki i szyję, lecz uświadomił sobie, że jego ręce są unieruchomione. Wszystko docierało do niego z opóźnieniem. Minęła dłuższa chwila, gdy doszedł jako tako do siebie. I wtedy właśnie zrozumiał, że miejsce, gdzie się znajdują, to wcale nie cela, ale powóz. Transportują nas - przemknęło mu w myślach. Po chwili jednak oboje usłyszeli strzępki rozmowy, jaka zaczęła toczyć się za ścianką... Mimo szumu w głowie, oboje jednak wyłapywali co głośniejsze strzępy rozmowy.
-...dawnośmy nie złapali takich zabijaków...-
-...w ogóle dawno... w akcji...-
-...nic dziwnego... czterech do szpitala posłali...-
-...dobrze, że się ich przenosi... szkoda, że w kraju tylko jedno więzienie dla magów...-
-...ale o zaostrzonym rygorze...-

Zorana wyraźnie zbladła. Widać, że ta wiadomość nieźle ją przestraszyła...
-O nie...- jęknęła. Niebieskowłosy skrzywił się, a na jego czole pojawiło się kilka zmarszczek.
-Przepraszam... To wszystko moja wina... Gdyby nie ja, nigdy byś tutaj nie trafiła...- Craig czuł się winien tego, że dziewczyna przez niego spaprała sobie życie. Zawsze tam gdzie się pojawiał, sprawiał innym problemy. Od dziecka ciążyło na nim fatum nieszczęścia.
Czarnowłosa zaczęła podciągać nosem... Chyba była bliska płaczu. Chłopak wiedział, że to przez niego.
Nie widział żadnych perspektyw dla ich dalszego losu.
Gdyby tak mieli okazję się wydostać, uciekłby tam, gdzie nikt go nie znajdzie. I jeśli tylko będzie chciała, Zoranę także zamierzał przed tym chronić. W końcu to jego wina, że trafiła na przestępczą listę Królestwa Kaldan.

Ta myśl męczyła Craiga kilka godzin. Przez cały czas jechali jednostajnym, niespiesznym tempem, co rusz przerywanym przez podskok spowodowanym dziurą w drodze.
Wtedy właśnie stało się to, na co chłopak tak bardzo liczył. Najpierw usłyszał poruszenie na zewnątrz, gdy chwilę później całym wozem zatrzęsło, po czym przewrócił się na bok, a siedzący w środku Craig i Zorana wylądowali na ścianie, przy okazji też... na sobie.
Mimo nieciekawej sytuacji, Niebieskowłosy odwrócił wzrok, a jego policzki pokrył lekki rumieniec. Niestety nie bardzo miał jak pomóc leżącej na nim Zoranie, gdyż ręce nadal krępowały łańcuchy.
Odgłosy walki trwały dość krótko. Po jakimś czasie oboje usłyszeli skrzypnięcie zamka w drzwiach wozu, Craig odwrócił głowę w drugą stronę, gdyż oślepiło go światło dobywające się z otworu.
-Mamy ich! Tak jak się spodziewaliśmy, przewozili ich razem!- krzyknął mężczyzna, który stał w wejściu... -Ale chyba są akurat zajęci- dodał już trochę ciszej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Sob Paź 17, 2015 9:23 pm

-Nie wiem... chyba tak... Ale wszystko tak trzęsie i podskakuje, a w głowa strasznie łupie. A u Ciebie?- wymamrotał Craig.
- Bywało lepiej - uśmiechnęłam się gorzko. Czułam się podobnie do chłopaka. 
Chwilę później, kiedy wszystkie moje zmysły wróciły do normalności, mogłam stwierdzić, że pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, lekko podskakiwało i kołysało się na boki. Dobiegły mnie również strzępki rozmowy. Wytężyłam słuch i zaczęłam wyłapywać słowa, które układały się w miarę logiczną całość.
...dawnośmy nie złapali takich zabijaków...
...w ogóle dawno... w akcji...
...nic dziwnego... czterech do szpitala posłali...
...dobrze, że się ich przenosi... szkoda, że w kraju tylko jedno więzienie dla magów..
...ale o zaostrzonym rygorze...
Zbladłam. Więzienie? Antymagiczne? O zaostrzonym rygorze?
O nie... - jęknęłam. Byłam bliska łez. Zaczęłam smętnie pociągać nosem. Moja kariera wielkiego poety i muzyka miała legnąć w gruzach! A proces? A sąd? Choć podejrzewałam, że na wiele się to nie zda, skoro zaatakowaliśmy tylu funkcjonariuszy.
-Przepraszam... To wszystko moja wina... Gdyby nie ja, nigdy byś tutaj nie trafiła...- usłyszałam. Co za bzdura! Mimowolnie parsknęłam cichym śmiechem przez łzy.
- Gdybyś nie przyszedł, byliby w gorszym stanie niż tylko poobijani - wykrztusiłam, próbując choć trochę się opanować i powstrzymać płacz. - I tak by mnie przymknęli. 
Tak, to wszystko to raczej była moja wina. Po pierwsze, mogłam się tak od razu na nich nie rzucać. Ale działałam w samoobronie - takie przynajmniej było wytłumaczenie. Po drugie, mogłam dopilnować, żeby żaden z nich nie uciekł. A po trzecie, mogłam próbować jakoś się tłumaczyć, złagodzić sytuację zawczasu... 
- Może przynajmniej będziemy dzielić razem celę...? - znów zaśmiałam się przez łzy. Starałam się sobie przypomnieć swój horoskop na dzisiaj. Wydawało mi się, że kiedy ostatnio sprawdzałam układ planet i gwiazd, był całkiem sprzyjający, a z wyliczeń na ten dzień wynikało, że wszystko mi się upiecze. Westchnęłam i wreszcie przestałam płakać. Myśl, że wszystko będzie dobrze, jakoś mnie podniosła na duchu. W końcu moje przepowiednie zawsze się sprawdzały. 
Kilka godzin później zostałam wyrwana z zamyślenia czymś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Wóz nagle zatrząsł się gwałtownie, a po chwili rzuciło mnie na przeciwległą ścianę, kiedy pojazd przewrócił się na bok.
- Uch... - stęknęłam, chociaż bardziej profilaktycznie, niż z powodu uderzenia - spodziewałam się, że zderzę się boleśnie z metalową ścianą powozu, a zamiast tego trafiłam na coś nieco miększego i wcale nie bolało. Podniosłam głowę, zaskoczona i dostrzegłam przed sobą zarumienioną twarz Craiga. "Dobrze, że to nie ja jestem na dole" - pomyślałam trzeźwo i po chwili, gdy uświadomiłam sobie, w jakiej znaleźliśmy się sytuacji, moje policzki oblał intensywny rumieniec.
- Och... Wybacz... - wymamrotałam zażenowana całą sytuacją. Nie, żeby mi się nie podobało... Craig najwyraźniej nie czuł się komfortowo, próbowałam więc jednak wszystkiego, co w mojej mocy, żeby się podnieść i jakoś wybrnąć z tej dwuznacznej sytuacji. Łańcuchy, które były całkiem poplątane, wcale nie ułatwiały zadania. 
Nagle na zewnątrz wszystko ucichło, a po chwili pancerne drzwi zostały odsunięte z chrobotem. Zmrużyłam oczy, z powodu ostrego światła, które nagle wpadło do środka i dostrzegłam zarys męskiej sylwetki.
Mamy ich! Tak jak się spodziewaliśmy, przewozili ich razem! - krzyknął mężczyzna, który stał w wejściu. - Ale chyba są akurat zajęci - dodał ciszej.
Gapiłam się na niego zbaraniała. Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi, ani co się właśnie stało. Kiedy nasz wybawiciel zorientował się, że nikt się nie kwapi do wyjaśnień, wkroczył do środka i wyswobodził nas z okowów, prawdopodobnie ukradłszy wcześniej klucz pokonanym strażnikom i pomógł nam wyjść na zewnątrz. Widziałam umundurowanych młodych mężczyzn; niektórzy opatrywali niewielkie rany, inni sprawdzali, czy wszyscy przeciwnicy nie żyją. Jeden najwyraźniej jeszcze dychał, bo szybko został zakuty w łańcuchy i otoczony przez kilku żołnierzy. Przyjrzałam się im. Maskujące mundury, wygodne, skórzane buty, uzbrojeni po zęby i... Na piersiach herb, który bardzo dobrze znałam. Oczy rozszerzyły mi się do niezwykłych rozmiarów. Nie wierzyłam. 
Nagle stanął przed nami rosły, ciemnoskóry mężczyzna, który, sądząc po naszywkach na jego ramionach, był wyższy rangą od zwyczajnych szeregowych, zasalutował i gromkim głosem oznajmił:
- Pułkownik Tvrtko Jankovic, dowódca I pułku Konspiracyjnych Sił Zbrojnych Królestwa Kaldan.
Uśmiechnął się i kontynuował, porzuciwszy poważny ton na rzecz mniej formalnego:
- Drużyna "Wilk" pod moim dowództwem została wyznaczona do odbicia was z rąk Pergrandczyków i eskortowania was do obozu. Zostaniecie niezwłocznie zaprowadzeni do generała Miliovoja. Proszę za mną - to powiedziawszy odwrócił się na pięcie i szybkim marszem ruszył w kierunku pagórka. Natychmiast za nim ruszyli pozostali żołnierze; kilku z nich eskortowało jeńca z wozu, którym nas przewożono. 
Podreptałam nieśmiało za nim, bo cóż miałam zrobić? Po kilkunastu metrach coś mnie tknęło.
- Generała Miliovoja? Masz na myśli Miliovoja Srebrnivik...? - zapytałam nieśmiało. 
- Tak jest - odparł natychmiast, patrząc mi w oczy. - To on stoi na czele KSZKK i wraz z resztą sztabu planuje wszystkie akcje partyzanckie i dywersje oraz dowodzi większymi jednostkami. 
Zatkało mnie. Mój ojciec? Wiedziałam, że był wielkim patriotą, ale żeby aż tak? Na mojej twarzy malowało się nieopisane wręcz zaskoczenie.
Nie byłam w stanie nic wykrztusić aż do momentu, w którym doszliśmy do położonego głęboko w lesie obozu. Minąwszy kilkanaście namiotów dotarliśmy do serca ordy i wtedy go zobaczyłam. Pochylał się nad sosnowym, zbijanym na szybko stołem. Rozpoznawałam te oszczędne, spokojne ruchy, szerokie, wygięte w delikatny łuk plecy i napięte mięśnie. Poczułam ukłucie w piersi. I chwilę później płomień w gardle. Łzy cisnęły mi się do oczu. Nie wytrzymałam.
- TATO! - krzyknęłam i ruszyłam ku niemu. Odwrócił się i uśmiechnął do mnie delikatnie. Otworzył ramiona, a ja przyspieszyłam do biegu i wpadłam mu w objęcia. Otoczyło mnie jego ciepłe, silne ciało. Uderzyła we mnie nagła nostalgia. Zaczęłam cicho chlipać w jego pierś przytulając go mocno i zaciskając dłonie na jego kurtce od munduru. Powoli głaskał mnie po plecach, co uspokoiło mnie w kilka chwil. Kiedy przestałam płakać, odsunął mnie od siebie i trzymając za ramiona rzekł ostro:
- Masz duże kłopoty, młoda damo.
Kiedy zmarszczył brwi sądziłam, że naprawdę zamierza dać mi nauczkę, ale szybko przegnałam te myśli, bo oczy mojego ojca uśmiechały się do mnie ciepło.
- Nigdy nie sądziłem, że z całą armią będę musiał wyrywać cię ze szponów Oddziału Antymagicznego.
Gestem dłoni przywołał do siebie pułkownika Tvrtko i Craiga. 
- Pułkowniku, proszę zabrać ich rzeczy osobiste do pierwszego namiotu.
Tvrtko zasalutował i odszedł szparkim krokiem. 
- Witam. Miliovoj Srebrnivik - rzekł, podając swą szeroką dłoń Craigowi. - Dziękuję za pomoc mojej córce.
Ruszył wzdłuż obozu, gestem dłoni nakazując nam, byśmy za nim podążyli.
- Jak widzicie, Królestwo Kaldan ma się dobrze i zamierza wyrwać się z niewoli - nigdy nie widziałam tak radosnego uśmiechu u mojego ojca. - Przychwytywaliśmy wiadomości z Ekialdei i dowiedziałem się, że pojmała was policja. Ponieważ miał transportować was tylko niewielki oddział, a my byliśmy w okolicy, zdecydowałem się wysłać drużynę do odbicia was. Może opowiecie mi, jak to się stało, że aż Pergrande wysłało po was Oddział Antymagiczny?
Streściłam mu pokrótce wydarzenia, a moją opowieść dopełniały komentarze Craiga. Mimo że byłam zażenowana całą sytuacją i rumieniłam się przez cały czas moich wyjaśnień, ojciec nie wydawał się być zaskoczony. Nie zamierzał nawet tego wszystkiego komentować. Po prostu pokiwał głową i wrócił do swojego monologu:
- Tak czy inaczej, mamy teraz ważniejsze sytuacje na głowie. Prowadzimy kampanię i niedługo ruszymy w kierunku Ekialdei i Bellardi. Część Królestwa udało się już wyzwolić, ale musimy objąć panowanie nad resztą, by później skupić się na bronieniu granic i ustanowienia nowego państwa. W okolicy zaczęły się już gromadzić siły główne. Możemy przerzucić was dalej na zachód albo na południe, gdzie będziecie z dala od walk...
- Nie ma mowy! - przerwałam mu natychmiast. - Ja zostaję - rzekłam twardo. - Z resztą i tak moja kariera muzyka legła w gruzach...
Ojciec westchnął, ale kiwnął głową. Prawdopodobnie się tego spodziewał. Rzuciłam pytające spojrzenie Craigowi. A on? Co zamierzał? Byłam pewna, że jeśli chce odejść, ojciec mu w tym pomoże. 
Nim się spostrzegliśmy, staliśmy pod obozowym szpitalem - wkoło leżeli ranni i krzątali się ludzie odziani w biel.




//Może teraz dołączy do nas Tora? C:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Pon Paź 19, 2015 4:40 pm

-Nie wiem... chyba tak... Ale wszystko tak trzęsie i podskakuje, a w głowa strasznie łupie. A u Ciebie?-
To wszystko co zdołał wymamrotać. Czuł się bezsilny, jakby odebrano mu całą energię. Po raz pierwszy od kiedy pamięta, nie wyczuwał u siebie demonicznych cząsteczek. Owszem, wiedział, że nadal są w nim, ale w nijaki sposób nie mógł ich wykorzystać.
-Bywało lepiej- Zorana uśmiechnęła się gorzko.
Craig chciał rozmasować sobie barki i szyję, lecz uświadomił sobie, że jego ręce są unieruchomione. Wszystko docierało do niego z opóźnieniem. Minęła dłuższa chwila, gdy doszedł jako tako do siebie. I wtedy właśnie zrozumiał, że miejsce, gdzie się znajdują, to wcale nie cela, ale powóz. Transportują nas - przemknęło mu w myślach. Po chwili jednak oboje usłyszeli strzępki rozmowy, jaka zaczęła toczyć się za ścianką... Mimo szumu w głowie, oboje jednak wyłapywali co głośniejsze strzępy rozmowy.
-...dawnośmy nie złapali takich zabijaków...-
-...w ogóle dawno... w akcji...-
-...nic dziwnego... czterech do szpitala posłali...-
-...dobrze, że się ich przenosi... szkoda, że w kraju tylko jedno więzienie dla magów...-
-...ale o zaostrzonym rygorze...-
Zorana wyraźnie zbladła. Widać, że ta wiadomość nieźle ją przestraszyła...
-O nie...- jęknęła. Niebieskowłosy skrzywił się, a na jego czole pojawiło się kilka zmarszczek.
-Przepraszam... To wszystko moja wina... Gdyby nie ja, nigdy byś tutaj nie trafiła...- Craig czuł się winien tego, że dziewczyna przez niego spaprała sobie życie. Zawsze tam gdzie się pojawiał, sprawiał innym problemy. Od dziecka ciążyło na nim fatum nieszczęścia.
Czarnowłosa zaczęła podciągać nosem... Chyba była bliska płaczu. Chłopak wiedział, że to przez niego.
Nie widział żadnych perspektyw dla ich dalszego losu.
Dziewczyna mimowolnie parsknęła śmiechem przez łzy.
-Gdybyś nie przyszedł, byliby w gorszym stanie niż tylko poobijani- wykrztusiła, próbując choć trochę się opanować i powstrzymać płacz. -I tak by mnie przymknęli.- Chłopak pokiwał głową. Minęła chwilka w milczeniu, po czym odezwała się Zorana.
-Może przynajmniej będziemy dzielić razem celę...?- - znów zaśmiała się przez łzy. Craig zdziwił się...
-Jeśli tylko chciałabyś dalej spędzać ze mną czas, byłoby miło.- Jeśli tak oczywiście można rzec o życiu w pierdlu...
Gdyby tak mieli okazję się wydostać, uciekłby tam, gdzie nikt go nie znajdzie. I jeśli tylko będzie chciała, Zoranę także zamierzał przed tym chronić. W końcu to jego wina, że trafiła na przestępczą listę Królestwa Kaldan.


Ta myśl męczyła Craiga kilka godzin. Przez cały czas jechali jednostajnym, niespiesznym tempem, co rusz przerywanym przez podskok spowodowanym dziurą w drodze.
Wtedy właśnie stało się to, na co chłopak tak bardzo liczył. Najpierw usłyszał poruszenie na zewnątrz, gdy chwilę później całym wozem zatrzęsło, po czym przewrócił się na bok, a siedzący w środku Craig i Zorana wylądowali na ścianie, przy okazji też... na sobie.
-Uch- stęknęła dziewczyna. Wyraźnie nie spodziewała się, że zamiast w ścianę, uderzy w Craiga.
Mimo nieciekawej sytuacji, Niebieskowłosy odwrócił wzrok, a jego policzki pokrył lekki rumieniec. Niestety nie bardzo miał jak pomóc leżącej na nim Zoranie, gdyż ręce nadal krępowały łańcuchy. Dziewczyna podniosła głowę, zaskoczona i dostrzegła zarumienioną twarz Craiga, myśląc przy tym Dobrze, że to nie ja jestem na dole. I faktycznie... Gdyby znaleźli się w innym ułożeniu, z drobniutkiej kobietki zostałaby mokra plama.
-Och... Wybacz...- wymamrotała zażenowana całą sytuacją.
-Nic się nie stało, wszystko jest w jak najlepszym porządku.- powiedział chłopak zanim zdołał ugryźć się w język.
Odgłosy walki trwały dość krótko. Po jakimś czasie oboje usłyszeli skrzypnięcie zamka w drzwiach wozu, Craig odwrócił głowę w drugą stronę, a Zorana zmrużyła oczy, gdyż oślepiło ich światło dobywające się z otworu.
-Mamy ich! Tak jak się spodziewaliśmy, przewozili ich razem!- krzyknął mężczyzna, który stał w wejściu... -Ale chyba są akurat zajęci- dodał już trochę ciszej...
Craig wyszczerzył się do wybawiciela, a Zorana gapiła się na niego jak zbaraniała. Strażnik jednak wszedł do środka, wydobył z kieszeni klucz, który wcześniej zabrał z jednego z martwych ciał i pomógł im wyjść na zewnątrz.
Widzieli umundurowanych młodych mężczyzn; niektórzy opatrywali niewielkie rany, inni sprawdzali, czy wszyscy przeciwnicy nie żyją. Jeden najwyraźniej jeszcze dychał, bo szybko został zakuty w łańcuchy i otoczony przez kilku żołnierzy. Maskujące mundury, wygodne, skórzane buty, uzbrojeni po zęby i... bardzo dobrze zorganizowani.
Nagle stanął przed nimi rosły, ciemnoskóry mężczyzna, który, sądząc po naszywkach na jego ramionach, był wyższy rangą od zwyczajnych szeregowych, zasalutował i gromkim głosem oznajmił:
-Pułkownik Tvrtko Jankovic, dowódca I pułku Konspiracyjnych Sił Zbrojnych Królestwa Kaldan.-
Uśmiechnął się i kontynuował, porzuciwszy poważny ton na rzecz mniej formalnego
-Drużyna "Wilk" pod moim dowództwem została wyznaczona do odbicia was z rąk Pergrandczyków i eskortowania was do obozu. Zostaniecie niezwłocznie zaprowadzeni do generała Miliovoja. Proszę za mną- to powiedziawszy odwrócił się na pięcie i szybkim marszem ruszył w kierunku pagórka. Natychmiast za nim ruszyli pozostali żołnierze; kilku z nich eskortowało jeńca z wozu, którym przewożono dwójkę "przestępców".
Zorana podreptała nieśmiało za nim, Craig ruszył za nią pewniejszym krokiem, jednak po kilkunastu metrach coś tknęło dziewczynę.
-Generała Miliovoja? Masz na myśli Miliovoja Srebrnivik...?- zapytała nieśmiało
-Tak jest- odparł natychmiast, patrząc dziewczynie w oczy. -To on stoi na czele KSZKK i wraz z resztą sztabu planuje wszystkie akcje partyzanckie i dywersje oraz dowodzi większymi jednostkami.- Zoranę zatkało. Na jej twarzy malowało się nieopisane wręcz zaskoczenie. Craig nie miał pojęcia dlaczego.
Po jakimś czasie dotarli do położonego w głębi lasu obozu. Minąwszy kilkanaście namiotów dotarli do serca obozowiska. Zobaczyli mężczyznę przy dużym namiocie, nachylającego się nad sosnowym, naprędce zbitym stołem.
Zoranie łzy cisnęły się do oczu, Craig zaś czuł się jak ostatni baran nie bardzo wiedząc co zrobić. Szedł lekko z tyłu, kiedy dziewczyna krzyknęła
-TATO!- Czarnowłosa ruszyła w kierunku mężczyzny przy stole. Chłopak zatrzymał się z wyrazem ogłupienia na twarzy, ale po chwili ruszył zwykłym chodem w ślady dziewczyny, która zdążyła wpaść w objęcia swojego Ojca. Głaskał ją po plecach, widać było, że są sobie bliscy.
Niebieskowłosy czuł się nie na miejscu. On nie widział swojego od bardzo długiego czasu i już nigdy nie będzie miał okazji zobaczyć. Wyraz twarzy wyrażał smutek, mimo iż starał się go skrzętnie ukryć. Dotarł do nich chwilę później, zatrzymując się w pewnej odległości, akurat kiedy Ojciec Zorany wypowiadał swoje pierwsze słowa do niej.
-Masz duże kłopoty, młoda damo.-
Zmarszczył brwi, dziewczyna myślała, że mężczyzna naprawdę zamierza dać jej nauczkę, ale jego oczy wyrażały szczęście z odzyskanej córki.
-Nigdy nie sądziłem, że z całą armią będę musiał wyrywać cię ze szponów Oddziału Antymagicznego.-
Gestem dłoni przywołał do siebie pułkownika Tvrtko i Craiga.
-Pułkowniku, proszę zabrać ich rzeczy osobiste do pierwszego namiotu.-
Tvrtko zasalutował i odszedł szparkim krokiem.
-Witam. Miliovoj Srebrnivik- rzekł, podając swą szeroką dłoń Craigowi -Dziękuję za pomoc mojej córce.-
Chłopak podrapał się lewą dłonią po głowie w zakłopotaniu, a prawą uścisnął wyciągniętą rękę Miliovoja.
-Nie ma za co, nie byłbym w stanie zostawić dziewczyny w opałach.-
Ojciec Zorany ruszył wzdłuż obozu, gestem dłoni nakazując dwójce, by za nim podążyli.
-Jak widzicie, Królestwo Kaldan ma się dobrze i zamierza wyrwać się z niewoli- Miliovoj uśmiechał się radośnie.
-Przychwytywaliśmy wiadomości z Ekialdei i dowiedziałem się, że pojmała was policja. Ponieważ miał transportować was tylko niewielki oddział, a my byliśmy w okolicy, zdecydowałem się wysłać drużynę do odbicia was. Może opowiecie mi, jak to się stało, że aż Pergrande wysłało po was Oddział Antymagiczny?-
Zorana streściła mu pokrótce wydarzenia, a Craig uzupełniał opowieść komentarzami. Dziewczyna była zażenowana całą sytuacją i rumieniła się przez cały czas swoich wyjaśnień, ale jej ojciec nie wydawał się być zaskoczony. Nie zamierzał nawet tego komentować. Po prostu pokiwał głową i wrócił do swojego monologu.
-Tak czy inaczej, mamy teraz ważniejsze sytuacje na głowie. Prowadzimy kampanię i niedługo ruszymy w kierunku Ekialdei i Bellardi. Część Królestwa udało się już wyzwolić, ale musimy objąć panowanie nad resztą, by później skupić się na bronieniu granic i ustanowienia nowego państwa. W okolicy zaczęły się już gromadzić siły główne. Możemy przerzucić was dalej na zachód albo na południe, gdzie będziecie z dala od walk...-
-Nie ma mowy!- przerwała mu natychmiast Czarnowłosa. -Ja zostaję- rzekła twardo. -Z resztą i tak moja kariera muzyka legła w gruzach...-
Craig nie wiedział co powiedzieć. Nigdy nie spodziewał się, że stanie w obliczu takiej sytuacji. Walczyć za Królestwo? Zawsze walczył tylko i wyłącznie za siebie i dla siebie.
Ojciec dziewczyny westchnął, ale kiwnął głową. Prawdopodobnie się tego spodziewał. Rzuciła pytające spojrzenie Craigowi.
Niebieskowłosy spojrzał w oczy Zorany... Teraz nie był w stanie jej opuścić. Jeśli chciałaby, by przy niej został, był w stanie to zrobić...
-Czy mogę na chwilę na słówko?- Chłopak spojrzał na Miliovoja -Proszę o wybaczenie-
Craig chwycił dziewczynę za rękę i odszedł kawałek na bok... Odwrócił wzrok, trudno było mu patrzeć w oczy Zorany, kiedy miał zamiar powiedzieć to co właśnie miał zamiar. Przełamał się jednak a w jego oczach widać było pewność siebie i zdecydowanie.
-Jeśli tylko chcesz, zostanę z Tobą.- ścisnął mocniej jej dłoń, ale nie tak mocno, żeby ją bolało -Ale jeśli chcesz bym odszedł, to chcę wiedzieć od razu. Nie potrzebuję powodu, wystarczy jedno Twoje słowo-
Szczerze mówiąc, to nie była wojna Craiga. Nie czuł się związany z żadnym państwem. I aż do dnia dzisiejszego, było mu z tym dobrze... Ale teraz był gotowy walczyć dla kraju i dla Zorany.



Tora i Don mogą teraz wejść...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 9
Join date : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Pon Paź 19, 2015 9:50 pm

Szpitale mają to do siebie, że są w nich ranni. A podczas wojny, czy też zrywu narodowowyzwoleńczego takie zwykle są aż nadto pełne, a medycy mają pełne ręce roboty. A niektórzy do tego są niezdarni, ale aż nadto skorzy do pomocy. No i Nakano właśnie targała masę opatrunków, zupełnie niczego nie widząc. Drogę znała dość dobrze, a i ludzie potrzebowali jej pomocy. Chyba... Ale nie chciała być w centrum uwagi medyków. To było niezręczne, jak tak wszyscy patrzą jak ci idzie. Nawet jak idzie ci dobrze, bo daje się z siebie wszystko! Tylko zabrakło bandaży. I oczywiście Chie wybiegła szybciej z namiotu niż reszta, bo chciała pomóc. Nie chciała by ludzie cierpieli. Więc pobiegła. I wzięła skrzynię. Dwie... i kilka luźnych bandaży na nie jeszcze położyła. I taka oto chodząca góra nieszczęść sobie wracała do namiotu. Nic nie widząc. I... nagle poczuła opór. Chyba w kogoś wpadła. A to... to już była reakcja łańcuchowa. Najpierw zaczęła się wyginać strasznie do tyłu, ale jeszcze nie upadła! Potem próba utrzymania równowagi. Właśnie... próba. Ostatecznie dwie skrzynki upadły, a Chie razem z nimi. Ot... leżała teraz pomiędzy dwójką ludzi. Było jej wstyd. Było jej głupio. Zaczerwieniła się szybko i wstała od razu kłaniając się dwójce osób w ramach przeprosin.
-PRZEPRASZAM! NIE CHCIAŁAM! STRASZNA ZE MNIE NIEZDARA! - po czym dość szybko uklękła i zaczęła sprzątać wszystkie rzeczy próbując jakoś je ustawić, uciekając wzrokiem od poszkodowanych w tym wypadku drogowym. Po chwili jednak coś ją podkusiło i spojrzała w górę i nagle... zdziwiła się. Nie minęło kilka sekund, gdy praktycznie była już wyprostowana, a dokładniej to... wtulona w Zoranę -Wróciłaś! Martwiłam się o ciebie! Gdzie byłaś? T-t-t... - zaczęła się lekko jąkać, z trudem jednocześnie powstrzymując łzy, by w końcu się przeboleć -TĘSKNIŁAM! - i znów się mocno w nią wtuliła pozwalając płynąć łzą po swoich polikach, szybko jednak się wyprostowała i otarła, po czym spojrzała w drugą stronę. Pobladła i... schowała się za Zoraną i szeptem się jej spytała -K-kto to jest? S-s-s-straszny. - Chie nawet się zza niej nie wychylała. Nie lubiła nowych ludzi. Tak właściwie to nie, że nie lubiła. Nie była przyzwyczajona. I się wstydziła. A ten był jeszcze straszny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 20
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Wto Paź 20, 2015 1:26 pm

Spojrzałam na Craiga pytająco. Odwzajemnił moje spojrzenie patrząc mi w oczy.
- Czy mogę na chwilę na słówko? - Zapytał mnie nagle, a ja kiwnęłam głową, zaskoczona.
- Proszę o wybaczenie - zwrócił się następnie do mojego ojca i chwyciwszy mnie za rękę odprowadził kilka kroków dalej. Chłopak próbował uciekać wzrokiem, ale ja usilnie próbowałam patrzeć mu w oczy. Widać było, że chcę powiedzieć coś trudnego. Nie musiałam skupiać się na jego aurze, by poznać jego zamieszanie i niepewność. W jednej chwili jednak te uczucia zniknęły z jego postaci, zastąpione pewnością siebie i zdecydowaniem
- Jeśli tylko chcesz, zostanę z tobą - ścisnął mocniej moją dłoń - Ale jeśli chcesz bym odszedł, to chcę wiedzieć od razu. Nie potrzebuję powodu, wystarczy jedno Twoje słowo.
Zatkało mnie, zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć! Przez kilka sekund gapiłam się na niego z rozchylonymi ustami. W końcu jednak moje wargi wygięły się w miękkim uśmiechu. To było... Rozczulające. Tak mi się ciepło na sercu zrobiło, że jednym krokiem zmniejszyłam dzielącą nas odległość i objęłam go, przytulając głowę do jego piersi. Po krótkiej chwili odsunęłam się lekko i rzekłam doń:
- Przecież wiesz, że nie mogę prosić cię, żebyś został. I tego nie zrobię. Ale... - przygryzłam wargę, a na moje usta wystąpił słodki uśmiech - ...To, że pytasz o moje zdanie, chyba oznacza, że podjąłeś decyzję...
Ja również ścisnęłam go mocniej za rękę. Gdyby nie chciał być tutaj, ze mną, walczyć, nie prosiłby o moją decyzję. Po prostu chciał, żebym potwierdziła jego wybór. Chciał zostać. W innym wypadku po prostu by odszedł.
Ten jakże intensywny emocjonalnie moment przerwany został nagle przez ciężkie, drewniane skrzynki, które w nas uderzyły.
- Ała... - jęknęłam i mimowolnie odsunęłam się od Craiga pozwalając, aby skrzynie, wraz z osobą je niosącą, przeleciały między nami i wylądowały na ziemi.
Aura leżącej na ziemi wskazywała, że ta płonęła wstydem. Również była całkiem znajoma... Nagle leżąca na ziemi już nie była leżącą na ziemi, a kłaniającą się nam i intensywnie przepraszającą. Znów zaskoczenie malowało się na mojej twarzy - tylko jedna osoba zachowywała się w ten sposób. Wreszcie dziewczyna podniosła głowę, a ja dostrzegłam znajomą buzię ukrytą do tej pory za ciemnymi włosami.
- PRZEPRASZAM! NIE CHCIAŁAM! STRASZNA ZE MNIE NIEZDARA! - wykrzyknęła Nakano, po czym szybko uklękła i zaczęła sprzątać wszystkie rzeczy próbującje ustawić, uciekając wzrokiem. Natychmiast rzuciłam się do pomocy.
Po chwili, kiedy wszystko już było pobierane, dziewczyna wreszcie poświęciła chwilę, by mi się przypatrzeć. Wyszczerzyłam się do niej, widząc zaskoczenia rysujące się na jej twarzy. Nie minęło kilka sekund, gdy stałyśmy już obie, a Nakano wtuliła się we mnie, jakbym miała jej uciec. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie i również ją objęłam.
- Wróciłaś! Martwiłam się o ciebie! Gdzie byłaś? T-t-t... - zaczęła się lekko jąkać, z trudem powstrzymując łzy, by w końcu wyrzucić z siebie -TĘSKNIŁAM! - i znów przylgnęła do mnie, pozwalając, by łzy spływały jej po policzkach.
- Też się cieszę, że cię widzę - odparłam, a oczy zaszły mi łzami. Nie zamierzałam jednak płakać. Zdławiłam szloch i uśmiechnęłam się, krzywo bo krzywo, ale jednak. Nakano też się opanowała i odsunęła się ode mnie po chwili. Zwróciła zaś uwagę na nieznajomego, to jest na Craiga. Nie byłam zaskoczona, gdy pobladła i schowała się za moimi plecami. Zachichotałam cicho.
- K-kto to jest? S-s-s-straszny - usłyszałam zza swoich pleców. Wiedziałam, że Chie była nieśmiała. A Craig budził w niej jeszcze większe przejęcie.
- Craig, to Nakano Chie. Moja przyjaciółka z dzieciństwa - rzekłam i odsunęłam się lekko, by ją nieco widział. - Nakano, to jest... Hmm... - Zawahałam się. Kim właściwie był dla mnie niebieskowłosy? Znaliśmy się bardzo niedługo.
-...Mój partner w zbrodni! - Wykrztusiłam w końcu ze śmiechem.


Ostatnio zmieniony przez Yugi dnia Czw Paź 29, 2015 11:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S



Liczba postów : 3
Join date : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Czw Paź 22, 2015 7:47 pm

Były pewne sceny których lepiej nie oglądać. No albo jak już się je ogląda, to lepiej nie jeść. A najlepiej to w ogóle nie jeść kiedy patrzą na ciebie kobiety. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że kiedy Mikazuki chciał żeby go niewidziano, to zazwyczaj go niewidziano. A teraz definitywnie nie chciał żeby go widziano. Zoranę znał tylko z imienia i licznych opowieści jej ojca który po kilku łykach Sake miał zwyczaj rozpływać się na temat swojej kochanej córeczki do znudzenia powtarzając jaka to ona nie jest piękna, wspaniała i w ogóle. Dlatego kiedy to Mikazuki dostrzegł ową dziewczynę, wiedział już że zaplanowana wcześniej akcja powiodła się i osoba ta jest Zoraną. I pewnie by się przywitał ale jadł banana, więc wpierw wolał go zjeść. Poza tym przyłapał ją na nieco intymnch scenach z jej chłopakiem więc wolał jej nie przeszkadzać. Inne plany miała jednak Nakano, która wpadła w dwójkę romansujących ze sobą dzieciaków powodując jeden wielki problem. Problem. Tak, problem to świetne słowo opisujące panienkę Chie o której wiele słyszał. Słodki problem, tak też mówili, dobrze że była jedynym takim lekarzem bo daleko by nie dotarli z tą armią. Westchnął kończąc banana i wyrzucając skórkę, a teraz należało wyjść z cienia i się przywitać...
-Panienko Chie-Rzucił wychodząc z cienia namiotu przed którym stała cała grupka.-Proszę uważać.-Westchnął i spojrzał na gołąbeczki nie wiedząc do końca jak poradzić sobie z tym problemem. Odwrócił wzrok nie bardzo patrząc na Zoranę.-Widzę że misja się powiodła, cześć, narazie i takie tam.-Rzucił i już miał odchodzić kiedy przypomniał sobie o czymś dość istotnym. Czymś co zmusiło go do spojrzenia w oczy Craigowi a potem Zoranie, chociaż tutaj szybko wzrok spuścił.-Nie wiem czy twój Ojciec.-Słowa te kierował do Zorany chociaż spojrzenie błądziło gdzieś za jej uchem.-W swojej pewnie ogromnej radości wspominał...-Cholera powinien być gdzieś indziej, a jeszcze pewnie Nakano obserwowała jego słabość do kobiet i jak ma ją potem rugać gdy na niego wpada lub przewraca się w pobliżu namiotu w którym akurat myśli? Całkiem upierdliwe.-...że zbliża się spora bitwa. A skoro ustaliliście już że zostajecie to chyba trzeba was wprowadzić.-Czy on właśnie przyznał że podsłuchiwał? Kurde, za dużo kobiet, opuścił gardę. Westchnięcie wydobyło się z jego ust.-A no tak, zapomniałbym Mikazuki Kamishirosawa, prawa ręka twojego ojca i taktyk tej armii, tak myślę.-A teraz powinien uciekać czy mówić coś więcej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Nie Lis 01, 2015 11:21 am

Czarnowłosa rzuciła pytające spojrzenie. -Czy mogę na chwilę na słówko?-. Zorana kiwnęła głową, a chłopak spojrzał na Miliovoja -Proszę o wybaczenie-
Craig chwycił dziewczynę za rękę i odszedł kawałek na bok... Odwrócił wzrok, trudno było mu patrzeć w oczy Zorany, kiedy miał zamiar powiedzieć to co właśnie miał zamiar, lecz ona usilnie próbowała wyłapać jego spojrzenie. Przełamał się jednak a w jego oczach widać było pewność siebie i zdecydowanie.
-Jeśli tylko chcesz, zostanę z Tobą.- ścisnął mocniej jej dłoń, ale nie tak mocno, żeby ją bolało -Ale jeśli chcesz bym odszedł, to chcę wiedzieć od razu. Nie potrzebuję powodu, wystarczy jedno Twoje słowo-
Szczerze mówiąc, to nie była wojna Craiga. Nie czuł się związany z żadnym państwem. I aż do dnia dzisiejszego, było mu z tym dobrze... Ale teraz był gotowy walczyć dla kraju i dla Zorany.
Dziewczynę zatkało, nie wiedziała co powiedzieć. Przez kilka sekund gapiła się na niego z rozchylonymi ustami. W końcu jej wargi wygięły się w miękkim uśmiechu. Jednym krokiem zmniejszyła dzielącą ich odległość i objęła Niebieskowłosego, przytulając głowę do jego piersi. Po krótkiej chwili Zorana odsunęła się lekko. Nieprawdą by było stwierdzenie, że chłopak był z faktu tegoż odsunięcia zadowolony.
-Przecież wiesz, że nie mogę prosić cię, żebyś został. I tego nie zrobię. Ale...- przygryzła wargę, a na jej usta wystąpił słodki uśmiech -...To, że pytasz o moje zdanie, chyba oznacza, że podjąłeś decyzję...-. Dziewczyna również ścisnęła Craiga mocniej za rękę. Gdyby nie chciał być tutaj, ze nią, walczyć, nie prosiłby o jej decyzję. Po prostu chciał, żeby potwierdziła jego wybór. Chciał zostać. W innym wypadku po prostu by odszedł. Na twarz Niebieskowłosego wypłynął szeroki uśmiech.
-To prawda, podjąłem decyzję... Chciałbym...- Chłopak chciał powiedzieć, że ma zamiar wynagrodzić jej to, że z jego winy stała się ścigana w całym Królestwie Kaldam, że z jego winy trafiła do więzienia i że z jego winy pstatnie kilka dni były dla niej katorgą.
Craig jednak nie zdążył powiedzieć co chciałby, ponieważ ten jakże intensywny emocjonalnie moment przerwany został nagle przez ciężkie, drewniane skrzynki, które w nich uderzyły.
-Ała...- jęknęła Zorana i mimowolnie odsunęła się od Craiga pozwalając, aby skrzynie, wraz z osobą je niosącą, przeleciały między nimi i wylądowały na ziemi. Chłopak też zwiększył odległość między nimi, by ewentualny szkodnik mógł swobodnie upaść na ziemię. Nagle jednak leżąca na ziemi dziewczyna już nie była leżącą na ziemi, a kłaniającą się im i intensywnie przepraszającą.
-PRZEPRASZAM! NIE CHCIAŁAM! STRASZNA ZE MNIE NIEZDARA!- wykrzyknęła Ciemnowłosa, po czym szybko uklękła i zaczęła sprzątać wszystkie rzeczy próbując je ustawić, uciekając wzrokiem. Zorana natychmiast rzuciła się do pomocy. CRaig dopiero po chwili doszedł do wniosku, że też powinien pomóc, więc tak jak obie dziewczyny, on też uklęknął i zabrał się za zbieranie rozrzuconych rzeczy.
Po chwili wszystko było już pozbierane, a cała trójka ponownie stała na nogach. Zorana wyszczerzyła się do nowej dziewczyny, a ona poświęciła chwilę, by lepiej przypatrzeć się Czarnowłosej. Nie minęło kilka sekund, gdy stały już obie, a Ciemnowłosa wtuliła się w Zoranę, jakby miała jej uciec. Uśmiechnęła się do niej delikatnie i również ją objęła. Craig patrzył na wszystko głupkowatym spojrzeniem. Widocznie Zorana znała tutaj sporo osób. Gdzie się nie ruszymy, ktoś nowy. Aż trudno odgadnąć, że oboje byli tu dopiero od 20 minut. No, przynajmniej trudno było to odgadnąć po Zoranie, ponieważ Craig wyglądał teraz jak dziecko krążące po omacku. Kompletnie zgłupiały. Nie chciał jednak przerywać tej jakże wzruszającej chwili.
-Wróciłaś! Martwiłam się o ciebie! Gdzie byłaś? T-t-t...- dziewczyna zaczęła się lekko jąkać, z trudem powstrzymując łzy, by w końcu wyrzucić z siebie -TĘSKNIŁAM!- i znów przylgnęła do Czarnowłosej, pozwalając, by łzy spływały jej po policzkach.
-Też się cieszę, że cię widzę- odparła, a oczy zaszły jej łzami. Nie zamierzała jednak płakać. Zdławiła szloch i uśmiechnęła się, krzywo bo krzywo, ale jednak. Ciemnowłosa też się opanowała i odsunęła się ode Zorany. Nowa znajoma zwróciła uwagę na Craiga. Po chwili pobladła i schowała się za plecami Czarnowłosej, która wydała krótki dźwięki przypominający chichot. Chłopak nadal miał na twarzy ogłupiały wyraz.
-K-kto to jest? S-s-s-straszny- usłyszeli zza pleców. Niebieskowłosy podniósł do góry jedną brew. Wyglądało na to, że niezdara była nieśmiała. A Craig budził w niej jeszcze większe przejęcie.
-Craig, to Nakano Chie. Moja przyjaciółka z dzieciństwa- rzekła Zorana i odsunęła się lekko, by odsłonić Ciemnowłosą -Nakano, to jest... Hmm...- Zawahała się. Kim właściwie byli dla siebie? Znali się bardzo niedługo. -...Mój partner w zbrodni!- Wykrztusiła w końcu ze śmiechem Czarnowłosa.
Craig wyszczerzył się w uśmiechu, by nieco zmienić swój jakże "straszny" wygląd i przez chwilę chciał podać jej rękę, ale stwierdził, że tylko bardziej zakłopota Nakano. Zamiast tego, pomachał wesoło w kierunku dziewczyny.
Po chwili jednak z cienia wyłoniła się kolejna postać, dość wysoka, ale nie tak jak Niebieskowłosy. Miał krótkie i czarne jak noc włosy i bardzo jasne oczy. Z pewnością nie budził jednak sympatii.
-Panienko Chie- rzucił, zbliżając się do grupki. -Proszę uważać.- Westchnął i odwrócił wzrok. Oczy całej grupy skierowane były w jego stronę. -Widzę że misja się powiodła, cześć, narazie i takie tam.- Craig ponownie podniósł jedną brew do góry w geście konsternacji i zdziwienia. Nie bardzo pojmował, co tak naprawdę mówi przybysz... Już miał odchodzić, kiedy najwidoczniej coś sobie przypomniał. Cóż za indywiduum. Czarnowłosy zmusił się do spojrzenia w oczy Craigowi, a potem Zoranie, chociaż przy drugiej osobie szybko wzrok spuścił. -Nie wiem czy twój Ojciec...- Słowa te kierował do Zorany chociaż spojrzenie błądziło gdzieś za jej uchem. -W swojej pewnie ogromnej radości wspominał...- Znowu przerwał -...że zbliża się spora bitwa. A skoro ustaliliście już że zostajecie to chyba trzeba was wprowadzić.-
Craig uśmiechnął się od ucha do ucha... Aha, coś takiego może mu się spodobać.
Przybysz jednak westchnął i zwrócił się znowu do Zorany -A no tak, zapomniałbym Mikazuki Kamishirosawa, prawa ręka twojego ojca i taktyk tej armii, tak myślę.-
I tyle go było widać. Stał tak, nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć. Craig jednak mruknął -Może więcej szczegółów? Co to za bitwa? Gdzie wyruszamy? W jakim charakterze... będziemy pracować?-
W ostatnich chwilach Craig tak często podnosił brew do góry w geście zdziwienia, że chyba zostanie mu już tak na zawsze... Nagle został wrzucony w zupełnie nieznane środowisko, i wciągnięty do armii. Być może na polu bitwy poczuje się jak ryba w wodzie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy S

avatar


Liczba postów : 9
Join date : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   Wto Gru 01, 2015 2:34 pm

Szpitale mają to do siebie, że są w nich ranni. A podczas wojny, czy też zrywu narodowowyzwoleńczego takie zwykle są aż nadto pełne, a medycy mają pełne ręce roboty. A niektórzy do tego są niezdarni, ale aż nadto skorzy do pomocy. No i Nakano właśnie targała masę opatrunków, zupełnie niczego nie widząc. Drogę znała dość dobrze, a i ludzie potrzebowali jej pomocy. Chyba... Ale nie chciała być w centrum uwagi medyków. To było niezręczne, jak tak wszyscy patrzą jak ci idzie. Nawet jak idzie ci dobrze, bo daje się z siebie wszystko! Tylko zabrakło bandaży. I oczywiście Chie wybiegła szybciej z namiotu niż reszta, bo chciała pomóc. Nie chciała by ludzie cierpieli. Więc pobiegła. I wzięła skrzynię. Dwie... i kilka luźnych bandaży na nie jeszcze położyła. I taka oto chodząca góra nieszczęść sobie wracała do namiotu. Nic nie widząc. I... nagle poczuła opór. Chyba w kogoś wpadła. A to... to już była reakcja łańcuchowa. Najpierw zaczęła się wyginać strasznie do tyłu, ale jeszcze nie upadła! Potem próba utrzymania równowagi. Właśnie... próba. Ostatecznie dwie skrzynki upadły, a Chie razem z nimi. Ot... leżała teraz pomiędzy dwójką ludzi. Było jej wstyd. Było jej głupio. Zaczerwieniła się szybko i wstała od razu kłaniając się dwójce osób w ramach przeprosin.
-PRZEPRASZAM! NIE CHCIAŁAM! STRASZNA ZE MNIE NIEZDARA! - po czym dość szybko uklękła i zaczęła sprzątać wszystkie rzeczy próbując jakoś je ustawić, uciekając wzrokiem od poszkodowanych w tym wypadku drogowym. W tym całym zażenowaniu i zawstydzeniu nawet nie zorientowała się, że dwie osoby, w które przed chwilą wpadła zdecydowały się jej pomóc. Zdecydowanie czuła się niezmiernie głupio. Po chwili jednak coś ją podkusiło i spojrzała w górę i nagle... zdziwiła się. Nie minęło kilka sekund, gdy praktycznie była już wyprostowana, a dokładniej to... wtulona w Zoranę -Wróciłaś! Martwiłam się o ciebie! Gdzie byłaś? T-t-t... - zaczęła się lekko jąkać, z trudem jednocześnie powstrzymując łzy, by w końcu się przeboleć -TĘSKNIŁAM! - i znów się mocno w nią wtuliła pozwalając płynąć łzą po swoich polikach.
-Też się cieszę, że cię widzę- odparła, druga dziewczyna z załzawionymi oczami, ale się powstrzymała i tylko trochę krzywo się uśmiechnęło. Nakano jednak to wystarczyło. Szybko się wyprostowała i otarła, po czym spojrzała w drugą stronę. Pobladła i... schowała się za Zoraną i szeptem się jej spytała
-K-kto to jest? S-s-s-straszny. - Chie nawet się zza niej nie wychylała. Nie lubiła nowych ludzi. Tak właściwie to nie, że nie lubiła. Nie była przyzwyczajona. I się wstydziła. A ten był jeszcze straszny. Dlatego, gdy Zorana zdecydowała się przemówić uważnie słuchała.
-Craig, to Nakano Chie. Moja przyjaciółka z dzieciństwa - rzekła i odsunęła się lekko, ukazując zawstydzoną lekarkę, która natychmiastowo ponownie skryła się za plecami swojej długoletniej przyjacióki. -Nakano, to jest... Hmm... - Zorana zawahała się. -...Mój partner w zbrodni! - Wykrztusiła w końcu ze śmiechem. A Chie? Cóż... lekko ja wmurowało.
-J-jak to? J-j-jakiej z-z-zb-zb-zbro-zbro-d-d-dni? - wydukała po krótkiej przerwie, ale zanim cokolwiek doszło do jej uszu, z cienia wyłoniła się kolejna osoba, która sprawiła, że Nakano wydała z siebie bliżej nieokreślony odgłos przypominający trochę pisk wystraszonego i przestraszonego, małego zwierzątka, jakby tego było mało, niemalże odskoczyłaby jak najdalej od nowego źródła dźwięku, ale wtedy otworzyłaby się na wzrok Craiga. Nie mogła na to pozwolić. Dlatego po prostu jakoś tak się ustawiła, by częściowo być zasłoniętą przed tym duetem przy pomocy Zorany, mocno trzymając jej ubrania na plecach, z głową tam umieszczoną. JESZCZE! Mówili do niej. Tego była za wiele. -D-d-d-d-d-d-d-d-do-do-do-do-dob-dob-dob-rz-rz-rz-rz-rze - wyjąkała całkowicie zaczerwieniona. Jak to dobrze, że schowała twarz w plecach Srebrnikov i swoich rękach. Za dużo ludzi. Zdecydowanie za dużo. -P-P-P-PRZE...-PRZEPRASZAM! - wyrzuciła z siebie jeszcze dość głośno po chwili, jednak odgłos ten został wytłumiony przez plecy Zorany. Coś tam nasłuchiwała, ale obecnie bała się robić coś jeszcze. Rozmawiali o czymś... a one jeszcze została wmieszana w jakąś rozmowę. Dlaczego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Ekialdea (Zorana & Craig)   

Powrót do góry Go down
 
Ekialdea (Zorana & Craig)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Media Fiore
 :: Fiore News
-
Wymiana!
Poniżej znajdują się buttony for, z którymi obecnie prowadzimy wymianę. W celu nawiązania współpracy zachęca się do odwiedzenia pierw tematu z regulaminem wedle którego wymiany prowadzimy, a następnie do zgłoszenia się w tym temacie. Nasze buttony oraz bannery znajdują się zaś w tym miejscu.
BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows
Layout autorstwa Frederici.
Forum czerpie z mangi "Fairy Tail" autorstwa Hiro Mashimy oraz kreatywności użytkowników. Wszystkie materiały umieszczone na forum stają się automatycznie własnością jego jak i autorów. Dla poszanowania Naszej pracy uprasza się o nie kopiowanie treści postów oraz kodów bez uprzedniej zgody właścicieli.